Dzik - myśliwi
danielbahrmann / pixabay
Autor Aneta Wasilewska - 24 Stycznia 2021

GW: "Myśliwi strzelali do dzików między blokami, na oczach dzieci". Doniesienia z Jaworzna

- Myśliwi strzelali do dzików między blokami, na oczach dzieci. Na trawnikach została krew i wnętrzności - donosi dziś Gazeta Wyborcza. Wydarzenia przedstawione w materiale miały miejsce w Jaworznie, a wypowiedzieli się zarówno mieszkańcy, jak i prezydent miasta.

Zgodnie z doniesieniami, jakie pojawiły się dziś, 24 stycznia w Gazecie Wyborczej, do zdarzenia miało dojść w Jaworznie w czwartkowe popołudnie.

- Myśliwi strzelali do dzików w czwartkowe południe na oczach mieszkańców, także dzieci, w tym przedszkolaków z pobliskiego przedszkola miejskiego nr 7. Świadkowie zdarzenia relacjonują, że wśród zabitych były ciężarne lochy, na które nie wolno polować. Po zabiciu zwierząt myśliwi załadowali je do samochodu i odjechali. Na osiedlowych trawnikach pozostała krew i wnętrzności zwierząt. Widać to na zdjęciach wykonanych przez członków Fundacji "Przystań Ocalenie" - przekazała GW.

Mieszkańcy nie mogą uwierzyć, co działo się na oczach dzieci

Jak wynika z materiału, mieszkańcy miasta nie potrafią zrozumieć, dlaczego myśliwi strzelali do zwierząt na oczach dzieci.

- Moje dzieci były przerażone. Myśliwi są coraz bardziej okrutni. W lesie czują się jak u siebie, ale to, że wchodzą nawet na osiedla, to skandal! Czy w ogólne pomyśleli o tym, że mogli kogoś postrzelić? Ślady, które zostawili na trawnikach, są nie tylko makabryczne, ale też stwarzają zagrożenie epidemiczne - GW cytuje słowa zamieszczone na Facebooku przez jednego ze świadków.

Długo oczekiwany gość u Emilki z Laszek. Długo oczekiwany gość u Emilki z Laszek. "Nie zginąłem w żadnym wypadku samochodowym"Czytaj dalej

I jak się okazuje, nie był to pierwszy taki przypadek na Osiedlu Stałym. Z informacji zamieszczonych w GW wynika, że w ostatnich latach mieszkańcy zgłaszali podobne zdarzenia. Na co w odpowiedzi padały zapewnienia urzędników, że odstrzał jest jedyny rozwiązaniem, bo zwierzęta są agresywne i podchodzą coraz bliżej ludzi. Co więcej, urzędnicy mieli zapewniać, że nad bezpieczeństwem podczas odstrzału czuwa straż miejska.

Prezydent miasta wyraził zgodę na odstrzał

O rozwiązanie problemu z dzikami w mieście zwracała się radna Dorota Guja do prezydenta Pawła Silberta.


- W jego imieniu Zbigniew Piątek, naczelnik wydziału zarządzania kryzysowego i ochrony ludności w urzędzie miejskim, odpowiedział jej, że 20 października prezydent wydał decyzję o odstrzale 50 dzików z terenu miasta, która jest ważna przez rok - informuje GW.

A co pojawiło się w odpowiedzi?

- Wynajęta firma może działać tylko i wyłącznie w terenie zabudowanym, odstrzał w odległości większej niż 100 metrów od domostw jest uznawany prawnie za kłusownictwo. Jako że odstrzał w takich przypadkach odbywa się praktycznie w sąsiedztwie siedzib ludzkich, przyjęto specjalną procedurę, która polega na tym, że na każde zgłoszenie od mieszkańca Powiatowe Centrum Zarządzania Kryzysowego wysyła patrol straży miejskiej i jeśli potwierdzi obecność dzików na miejscu, to wzywamy firmę do odstrzału oraz służby mundurowe do zabezpieczenia miejsca akcji i izolacji terenu - napisał Piątek.

Piątek zaznaczył, że będzie wyjaśniał sprawę odstrzału. Tymczasem prezydent miasta jest przekonany, że to mieszkańcy odpowiadają za zaistniałą sytuację.

- Jedna grupa dokarmia dziki, druga zgłasza nam, że powinniśmy je usunąć. Nie było w mieście przypadku, by dzik kogoś zaatakował bez powodu, ale wielu ludzi się ich boi - mówi Silbert cytowany przez GW.

Prezydent w rozmowie z dziennikarzami przywoływał przykłady, kiedy na własne oczy widział, jak dziki były dokarmiane przez mieszkańców.

Sam był świadkiem sytuacji, w której jeden z mieszkańców rozpruwał worki ze śmieciami i wyrzucał z nich jedzenie po to, żeby dziki mogły się posilić. Problem nie dotyczy tylko Jaworzna.

- Nie powinno tak być, że na osiedlu po odstrzale zostaje taki bałagan, ale firma wykonuje odstrzał i odjeżdża. Posprzątać powinien zarządca terenu. Jeśli podziękujemy firmie za współpracę, dziki na osiedlach zostaną. W rzeczywistości to my jesteśmy petentami, bo firmom niespecjalnie zależy na tego typu zleceniach - zaznaczył Silbert.

Co więcej, GW przekazała słowa prezydenta miasta, z których wynika, że miasto może zrezygnować z odstrzału.

- Tylko niech mieszkańcy nie zgłaszają nam potem, że mają z nimi problem - zastrzega prezydent w rozmowie z GW.

Artykuły polecane przez redakcję RolnikInfo:

Źródło: Gazeta Wyborcza

Następny artykuł