przestępstwo
Jan Bielecki / EastNews
Autor Magdalena Więckowska - 7 Października 2020

Akcja jak w filmie: bandyci, porwanie i niebezpieczna kobieta. W tle papieski region

Przestępstwo, które postawiło na nogi lokalną policję brzmi jak scenariusz z prawdziwego filmu akcji. Taka sytuacja nigdy nie powinna była się wydarzyć w realnym życiu, gdyż jej finał mógł być tragiczny. Zdarzenie mrożące krew w żyłach miało miejsce w gminie zator w Małopolsce. Aż trudno uwierzyć, że takie rzeczy dzieją się naprawdę.

Przestępstwo, o jakim mowa (a raczej ich seria) rozpoczęła się od pozornie niewinnego konfliktu kilku osób na temat zapłaty za pewną (nieokreśloną bliżej usługę). Potem sytuacja zdecydowanie wymknęła się spod kontroli.

Przestępstwo godne filmowego scenariusza

Choć opisywane zdarzenia brzmią nieco jak scenariusz do filmu, to w zdecydowany sposób trzeba podkreślić, że był to czyny absolutnie niedopuszczalne. 26 września 2020 r. trzech bandytów wtargnęło na kemping znajdujący się opodal jednego z lokalnych stawów. W przyczepie znajdował się ich obiekt zainteresowania - mężczyzna, który - ich zdaniem - był winny im pieniądze. Siłą wyciągnęli swoją ofiarę z przyczepy, wrzucili do pojazdu marki Opel i czym prędzej odjechali w siną dal. Można sobie tylko wyobrażać przerażenie porwanego mężczyzny.

Dalszy rozwój sytuacji

Porwanym był 25-letni mężczyzna. Bandyci dotkliwie go pobili. Okazało się, że buntownicza trójka nie była sama - za kierownicą samochodu siedziała tajemnicza kobieta. Najwyraźniej inne osoby obecne na polu kempingowym dostrzegły niepokojącą sytuację i powiadomiły funkcjonariuszy policji o podejrzanym zdarzeniu. Policja błyskawicznie podjęła akcję poszukiwawczą, która po kilkudziesięciu minutach zakończyła się znalezieniem ofiary bandytów. Młody mężczyzna był pobity, ale żywy. Policjanci znaleźli również samochód, którym poruszali się przestępcy. O dziwo, wkrótce trafili też na trop, który doprowadził ich prosto do dwójki oprawców - 27-letniego mężczyzny i 21-letniej kobiety, która kierowała samochodem. Wszyscy pochodzili z powiatu wadowickiego, czyli z tej samej okolicy, w której urodził się i wychował polski papież. Trudno uwierzyć, że w takiej okolicy mogła wydarzyć się tak nieprawdopodobna sytuacja. Policjanci dowiedzieli się, że porywacze chcieli uzyskać od ofiary zapłatę rzędu 5 tysięcy złotych. Dwa dni później funkcjonariusze znaleźli kolejnych dwóch bandytów. Wszystkim tym osobom zostały postawione zarzuty: usiłowanie wymuszenia rozbójniczego, pozbawienia wolności człowieka, gróźb, pobicia, uszkodzenia przyczepy oraz zmuszenia do zwrotu pieniędzy. Grozi im do dziesięciu lat więzienia.

Następny artykuł