rolniczka
Marek BAZAK/East News
Autor Magdalena Więckowska - 22 Stycznia 2021

Wzięła pożyczkę, straciła grunty. Mocna zapowiedź rolniczki

Rolniczka, pani Beata z Dolnego Śląska przed laty zdecydowała się na pożyczkę w wysokości 30 tysięcy złotych. W rezultacie utraciła grunty należące do rodziny przez pokolenia, które były warte około 300 tysięcy złotych.

Rolniczka zapowiedziała, że mimo upływu lat nie da za wygraną - będzie dochodzić sprawiedliwości do skutku.

Historia rolniczki z Dolnego Śląska

Cała historia rozpoczęła się nieomal 10 lat temu w rodzinnej wsi pani Beaty, która mieszka na Dolnym Śląsku. Pewnego dnia rolniczka zdecydowała się na zaciągnięcie pożyczki w wysokości 30 tysięcy złotych. Osobą, która miała pożyczyć tę kwotę był Kamil Sz.

Pani Beata stawiła się na spotkaniu u notariusza z Kamilem Sz., by podpisać stosowne dokumenty, które - w jej mniemaniu - dotyczyły umowy pożyczki. Nic bardziej mylnego - pani Beata w rozmowie dla "Interwencji" powiedziała:

- Nawet mi nie dali nic do przeczytania, tylko on trzymał kartki, dał mi coś do podpisania, ja to podpisałam i kazali mi szybko wyjść. I dopiero w domu zorientowałam się, że to jest umowa sprzedaży, rodzina pyta się mnie, gdzie mam pieniądze. A jakie? Jak on mi nic nie dał- stwierdziła.

Ciało 50-latka odnaleziono w zagrodzie dla bydła. Dramat na wschodzie PolskiCiało 50-latka odnaleziono w zagrodzie dla bydła. Dramat na wschodzie PolskiCzytaj dalej

Niestety, przez fakt, iż rolniczka nie przeczytała treści podpisywanych dokumentów, straciła prawo do gruntów, które należały do jej rodziny. Jak twierdzi pani Beata, to właśnie dzięki gruntom gospodarstwo mogło prosperować; dawało także wyżywienie całej rodzinie.

Mylnie podpisane dokumenty stały się prawdziwym dramatem nie tylko dla pani Beaty, lecz także dla całej jej rodziny. Mama rolniczki, pani Teodora, powiedziała dla "Interwencji":

- Aż się mąż rozchorował, ja sama myślałam, że nogi wyciągnę z tego żalu, bo to z pokolenia na pokolenie.

Dalszy rozwój sprawy

Dokumenty zostały podpisane, a rodzina pani Beaty straciła prawo do ziemi. Co stało się później? Okazało się, że pani Beata jest winna Kamilowi Sz. wspomnianych 30 tysięcy złotych. Co gorsza, odsetki rosły w zastraszającym tempie.

- Spłacałam, ale w pewnym momencie już nie dawałam rady, bo coraz większe były to kwoty. Przyjeżdżał, nękał mnie, SMS-ami, groził mi - wyznała rolniczka.

Przez pięć lat pani Beata walczyła o sprawiedliwość w sądzie. Korzystny wyrok miał być początkiem dobrej passy - Kamil Sz. zgodnie z wyrokiem miał oddać 287 tysięcy złotych. Okazało się jednak, że prowadzona przez mężczyznę spółka zlokalizowana w trzech miejscowościach w Polsce jest tak naprawdę fikcyjna i fizycznie nie istnieje.

Z tego względu komornik nie miał możliwości odzyskania pieniędzy od firmy Kamila Sz., która oficjalnie zakupiła grunty pani Beaty. Sytuacja taka umożliwia jednak otwarcie egzekucji przeciwko samemu Kamilowi Sz. jako osobie fizycznej.

Pani Beata jest zdeterminowana, by uczestniczyć w nowym procesie. Zapowiada:

- Dokąd będę żyła, to będę dziada ścigać za to.

Artykuły polecane przez redakcję RolnikInfo:

źródło: interwencja.polsatnews.pl

Następny artykuł