Rolnik - krowy
CallyL /Pixabay
Autor Aneta Wasilewska - 25 Grudnia 2020

"Dostaję grzywnę za grzywną". Na rolnika donoszą mieszkańcy

Rolnik już od 1978 roku korzysta z drogi, którą przemierza razem z krowami na pole. Niestety, wraz z pojawieniem się nowych budynków w okolicy, rozpoczęły się jego problemy. Dziś, jak sam twierdzi, dostaje grzywnę za grzywną.

Gospodarstwo 73-leniego Lesława Włodarczka, które stoi przy ul. Górnej w Byczynie, przed laty znajdowało się na samych obrzeżach miasta. Dziś dookoła wybudowano osiedle domów jednorodzinnych. Niestety, od tego czasu zaczęły pojawiać się problemy.

Mieszkańcom, którzy pobudowali się w okolicy, zaczęły przeszkadzać przechodzące krowy. Problem wynika z tego, że z obory na pastwisko jest około pół kilometra. Krowy z obory prowadzone są drogą gruntową, a następnie powiatową, przy której znajduje się pole do wypasu. Pan Lewsław Włodarczyk chodzi tak z nimi już od 1978 roku, gdy przejął gospodarstwo od ojca. Tylko że wtedy nie przeszkadzało to nikomu, a teraz stado 23 krów wzbudza skrajnie negatywne emocje wśród mieszkańców.

-Nie krowy przeszkadzają, tylko krowie placki, których nikt nie sprząta!- mówi jedna z mieszkanek w rozmowie z portalem Nto.

- Przy Nasalskiej często też zaparkowane są samochody i zdarzało się, że przechodzące krowy uszkodziły lusterko lub zarysowały karoserię - dodał mieszkaniec z sąsiedniej ulicy.

Rolnicy złożyli petycję. Nie zgadzają się z zakazem wywalczonym przez ekologówRolnicy złożyli petycję. Nie zgadzają się z zakazem wywalczonym przez ekologówCzytaj dalej

Grzywna za grzywną


- Nieraz nie zdążyłem jeszcze przyprowadzić krów z pastwiska, a już przyjeżdżał radiowóz. Dostaję grzywnę za grzywną! Standardy unijne wymagają wypasu krów na pastwisku, Unia Europejska dopłaca za to. To jak mam to robić, skoro nie wolno mi teraz przeprowadzać krów przez drogę?! - przekazał Lesław Włodarczyk.

Co ciekawe, przy ulicy, którą chodziły krowy, do niedawna stał znak ostrzegawczy "Uwaga, zwierzęta gospodarskie", ostatnio został jednak zdemontowany. W ciągu ostatnich dwóch lat rolnik został ukarany grzywnami sądowymi na sumę 1600 złotych. A zachowanie sąsiadów każdego razu jest takie samo. Mieszańcy dzwonią na policję, pojawia się radiowóz, rolnik zostaje spisany, z posterunku wysyłane jest pismo do sądu, a Sąd Rejonowy w Kluczborku wydaje wyrok nakazowy. Rolnik karany jest za pędzenie krów po drodze publicznej i zanieczyszczanie drogi przez krowie odchody, które mogą prowadzić do niebezpieczeństwa i utrudnień w ruchu drogowym.

- Mam tysiąc złotych emerytury, ale płacę te grzywny, no bo co mam robić? - zastanawia się Lesław Włodarczyk.

Rolnik a mieszkańcy

W sprawie swojego problemu pan Lesław Włodarczyk kontaktował się już z gminą, powiatem, policją, ministerstwem rolnictwa, wojewodą, rzecznikiem praw konsumentów, a nawet z mediami.

- Dlaczego rolnik, który jest gospodarzem od 50 lat, dla nowo wybudowanych mieszkańców jest intruzem? - zastanawia się rolnik.

W sprawie dla dziennikarzy portalu NTo.pl wypowiedział się także Marek Froelich, prezes Izby Rolniczej w Opolu.

- Coraz częściej rolnicy mówią nam, że mają konflikt z mieszkańcami, którzy się sprowadzają na obszary wiejskie lub podmiejskie i nie chcą zaakceptować tego, że naturalnym mieszkańcem na wsi jest rolnik, że gospodarstwo i pola są to jego miejsce pracy i że naturalną rzeczą są zapachy dobiegające z gospodarstwa. Największy problem mają rolnicy, którzy chcą rozwijać gospodarstwo. Sąsiedzi często nie pozwalają im budować nowych obiektów gospodarskich (...) U nas mieszkańcy domagają się, żeby sprzątać po każdym wyjeździe.Tak się nie da. Niezbędny jest tutaj element zdrowego rozsądku - przekazał Marek Froelich, prezes Izby Rolniczej w Opolu.

Artykuły polecane przez redakcję RolnikInfo:

Źródło: Nto

Następny artykuł