tragedia
unsplash.com / fot. Doriana Dream
Autor Magdalena Więckowska - 11 Grudnia 2020

16-latek zrywał jabłka w sadzie. Nie był sam, czyn myśliwego nie mieści się w głowie

Tragedia, która przydarzyła się w Kluczkowicach niedaleko Kazimierza Dolnego pozostawia po sobie bolesne wyjaśnienie szczegółów sprawy. 16-letni obywatel Kazachstanu przebywał w szkolnym sadzie, kiedy strzelił do niego myśliwy. Obrażenia były tak rozległe, że nastolatek poniósł śmierć na miejscu.

Tragedii można było uniknąć, gdyby myśliwy - Dariusz Ch. - nie pojawił się bezprawnie w pobliżu szkolnego sadu.

Tragedia w sadzie

Cała tragedia wydarzyła się 1 listopada, lecz nowe ustalenia w sprawie pojawiają się po dziś dzień. Pierwsze pytanie, które pojawiło się po wypadku dotyczyło samej istoty wydarzenia - czy rzeczywiście była to niefortunna pomyłka, która doprowadziła do śmierci, czy też celowe działanie?

Od samego początku było wiadomo, że do internatu znajdującego się przy szkole przyjechali uczniowie na wymianę międzynarodową. Chłopiec z Kazachstanu chciał zostać sadownikiem. Razem z kolegami poszedł o 21:00 do szkolnego sadu, by urwać nieco jabłek.

Warto zaznaczyć, że chłopcy mieli prawo przebywać w sadzie o tej porze, ponieważ był to teren przynależący bezpośrednio do szkoły. Nagle ktoś oddał strzał z broni palnej, a gdy podniósł się krzyk bólu, samochód ze sprawcą odjechał.

Dalszy rozwój wydarzeń

“Interwencja” badała sprawę na przestrzeni ostatnich tygodni. Dla Polsatu wypowiedziała się Agnieszka Kępka z Prokuratury Okręgowej w Lublinie:

- Chłopiec został postrzelony, uszkodzeniu uległa jego nerka, płuca i wątroba. Były rany na udzie i kolanie. Zmarł bezpośrednio po zdarzeniu.

Na “polowanie” wybrało się dwóch mężczyzn: wspominany Dariusz Ch. - emerytowany policjant - oraz Marcin B. - strażak, kościelny i grabarz. Co ciekawe, Dariusz Ch. otrzymał pozwolenie na broń (miał jej w domu cztery sztuki) jeszcze za czasów służby policyjnej, pomimo tego, że nigdy nie przeszedł żadnych testów psychologicznych.

Co więcej, nie było tajemnicą, że mężczyzna ma problemy z nadużywaniem alkoholu, a mimo to nadal miał pozwolenie na broń. Marcin B. miał podczas nielegalnego polowania świecić latarką i pomagać strzelającemu.

Posiadacz broni usłyszał zarzut zabójstwa z zamiarem ewentualnym, natomiast jego pomocnik - nieudzielenia pomocy rannemu oraz utrudniania policyjnego postępowania. Sprawcy po usłyszeniu krzyków nastolatków nie zainteresowali się sytuacją, lecz uciekli - sam Dariusz Ch. mieszka jedynie 200 metrów od szkoły, przy której doprowadził do tragedii.

Wobec Dariusza Ch. sąd zastosował areszt tymczasowy na trzy miesiące ze względu na zagrożenie wysoką karą (25 lat pozbawienia wolności lub dożywocie), a także próby matactwa.

Następny artykuł