Dlaczego w składach brakuje pelletu? Sprzedawcy przerwali milczenie
Mrozy, które skuły Polskę w 2026 roku, obnażyły przerażającą prawdę o naszym bezpieczeństwie energetycznym. Choć tysiące rodzin zaufało ekologicznym rozwiązaniom, dziś wielu z nich staje przed widmem zimnych kaloryferów, bo składy opału w całym kraju rozkładają ręce. Sytuacja z dostępnością granulatu drzewnego stała się krytyczna, a walka o każdy worek przypomina sceny, których nie chcieliśmy już nigdy oglądać.
- Zerwane łańcuchy dostaw i zastoje produkcyjne trwające tygodniami paraliżują rynek
- Potężna konkurencja ze strony elektrociepłowni sprawia, że surowiec znika, zanim trafi do klientów indywidualnych
- Zmiana nawyków zakupowych Polaków doprowadziła do kumulacji kryzysu w najgorszym możliwym momencie
Katastrofa z dostępnością pelletu
Kiedyś telefon na składzie opału oznaczał rutynowe zamówienie i dostawę w ciągu 48 godzin. Dzisiaj każde połączenie to walka o przetrwanie. Właściciele firm handlujących opałem we Wrocławiu i okolicach nie kryją emocji. Sytuacja, z którą mierzą się w lutym 2026 roku, nie przypomina niczego, co znali z przeszłości. Listy oczekujących wydłużają się w nieskończoność, a towar, który wjeżdża na plac, jest sprzedany, zanim kierowca zgasi silnik.
Podczas rozmowy z przedstawicielem firmy Ecoset Wrocław dowiedzieliśmy się, że na plac właśnie dotarł transport, jednak cały towar został wyprzedany z dużym wyprzedzeniem. Pracownik składu przyznał, że zamówienie złożone jeszcze na początku stycznia realizowane było ponad miesiąc, co w porównaniu do standardowych, tygodniowych przestojów, ocenił jako sytuację tragiczną. Jego zdaniem winę za ten stan rzeczy ponosi m.in. masowa wymiana pieców na pellet, do której doszło w ostatnim czasie.
To nie jest odosobniony przypadek. Jeszcze bardziej alarmujący obraz wyłonił się podczas próby zakupu w punkcie Eko Opał Skład Opału Dobrzykowice. Tam nikt już nawet nie udaje, że sytuacja jest “do przełknięcia”. Pracownik wprost określił obecną sytuację mianem katastrofy i podkreślił, że nigdy wcześniej nie było tak ogromnych problemów z dostępnością granulatu. Dodał również, że lista oczekujących jest tak długa, iż przestał już liczyć.

Bitwa o trociny i zamknięte tartaki
Gdzie szukać przyczyn tego stanu rzeczy? Okazuje się, że polski rynek został uderzony z kilku stron jednocześnie. Z jednej strony mroźna aura sparaliżowała samą produkcję, z drugiej – do gry weszli najwięksi gracze. Nasz test konsumencki w firmie Graf Pellet Leśniowice ujawnił konieczność prowadzenia bitwy cenowej.
Przedstawiciel firmy tłumaczył nam, że tartaki z powodu niskich temperatur pozostawały zamknięte przez niemal cały miesiąc. Jednocześnie zauważyli, że elektrociepłownie, zmuszone zarządzeniem do ograniczania spalania węgla, zaczęły masowo skupować trociny, przez co mniejsi producenci muszą teraz konkurować cenowo z gigantami energetycznymi. W efekcie cena za worek 15 kg skoczyła tam do poziomu 35 zł, co daje około 2400 zł za tonę.
Podobne diagnozy usłyszeliśmy w bioAWM. Ekspert wskazał w rozmowie z nami, że brak towaru to wynik odcięcia dostaw z Rosji i Ukrainy przy jednoczesnym, dwukrotnym wzroście zużycia w tym sezonie, na co branża po prostu nie była przygotowana.
Polacy są leniwi czy nieodpowiedzialni?
Aby zrozumieć skalę problemu, nasza redakcja skontaktowała się bezpośrednio z Panem Michałem, właścicielem firmy EkogroszekCentrum z Długołęki, który od 16 lat trzyma rękę na pulsie regionalnego rynku opału. Jego diagnoza jest bezlitosna – winę za obecny paraliż ponosi nie tylko polityka czy pogoda, ale też zmiana mentalności samych Polaków.
- Nie ma pelletu na rynku, producenci się wyczyścili, zapotrzebowanie jest bardzo duże. W styczniu wysprzedaliśmy wszystkie zapasy, jakie mieliśmy. Czasy są takie, że ludzie nie planują. To nie są już dawne czasy, kiedy wszyscy kupowali opał w lato i mieli zabezpieczoną całą zimę. Ludzie przyjeżdżają, kupują 10 worków raz w tygodniu – mówi w rozmowie z naszym portalem pan Michał.
Według relacji eksperta, piece przy obecnych mrozach spalają dwa razy więcej paliwa, a brak domowych zapasów natychmiast przekłada się na panikę na składach. Dodatkowym ciosem jest paraliż fabryk za naszą wschodnią granicą.
- Problem jest na rynku ukraińskim, fabryki nie pracują, dużo mniej pelletu wjeżdża do nas. A producenci krajowi mają ograniczone możliwości produkcyjne – wyjaśnia właściciel firmy.
Co istotne, Pan Michał nie wierzy, by powodem braku zapasów były kwestie finansowe, co może być dla wielu zaskakującą teorią.
- Nie sądzę. Polacy mają pieniądze i po prostu nie chce im się tego planować. Ja prowadzę skład opału od 16 lat i jak mieliśmy doczynienia z klientami starszymi, którzy pamiętają czasy kiedy to trzeba było robić zapasy, towar sprzedawaliśmy w lipcu, sierpniu po 5-6 ton do jednego klienta. Teraz praktycznie takich dostaw już nie ma - powiedział.
Efekt tej beztroski w zderzeniu z mroźnym lutym jest bolesny. Jeśli mróz nie odpuści, a systemowe blokady produkcji nie zostaną usunięte, luty 2026 zapisze się w historii jako miesiąc, w którym „ekologia” stała się najdroższą i najtrudniej dostępną formą przetrwania zimy.
Źródło: RolnikInfo