W polskim krajobrazie coraz częściej pojawia się roślina, która na pierwszy rzut oka może wydawać się imponującym elementem przyrody, lecz w rzeczywistości stanowi śmiertelne zagrożenie dla rodzimej flory. Mowa o gatunku, który przywędrował do nas z dalekiej Azji i w błyskawicznym tempie zaczął kolonizować kolejne tereny, wypierając nasze rodzime drzewa i krzewy. Przepisy w jego przypadku są wyjątkowe – podczas gdy wycinka większości drzew wiąże się z koniecznością uzyskania urzędowych zgód, ten konkretny inwazyjny gatunek znajduje się na czarnej liście. Jego usunięcie jest nie tylko dozwolone bez zbędnych formalności, ale wręcz pożądane ze względu na ochronę bioróżnorodności, choć walka z nim wymaga zastosowania specyficznych metod.Bożodrzew gruczołowaty, znany jako ajlant, to inwazyjne drzewo pochodzące z Chin, Tajwanu i Wietnamu.Od 2004 roku obowiązuje zakaz wprowadzania tego gatunku do środowiska, a właściciele posesji mogą go usuwać bez zezwolenia.Roślina emituje związki chemiczne hamujące rozwój innych gatunków, co drastycznie obniża bioróżnorodność.Skuteczna walka z ajlantem wymaga łączenia metod mechanicznych, chemicznych oraz ściółkowania.
Wybór idealnego drzewka to zaledwie połowa sukcesu w drodze do stworzenia magicznej, świątecznej atmosfery. Wiele osób po przyniesieniu pachnącego świerku czy jodły do domu zapomina, że jest to żywy organizm, który w zderzeniu z ciepłym, domowym powietrzem przeżywa ogromny szok. Efekt bywa opłakany – zamiast cieszyć oko soczystą zielenią przez długie tygodnie, drzewko zaczyna gubić igły jeszcze przed pierwszą gwiazdką, a w konsekwencji usycha. Czy można temu w jakikolwiek sposób zapobiec?