Kupując drewno do kominka, płacisz za metr przestrzenny, ale tak naprawdę kupujesz energię, czyli kilowatogodziny ciepła, które trafią do domu. I tu zaczyna się problem, bo dwa pozornie identyczne stosy potrafią różnić się wartością opałową nawet o jedną trzecią. O tej różnicy, a także o bezpieczeństwie komina, decydują trzy rzeczy: gatunek, gęstość i stopień wysuszenia. Kominiarze dokładają do tego czwartą, czyli zawartość żywicy, bo to ona najczęściej kończy się pożarem sadzy.