"Bardziej zyskowna uprawa niż pszenica". Rolnicy szykują się do zbiorów słonecznika
Redakcja Farmer wróciła do gospodarstwa w Kisielewie w województwie mazowieckim po kilku miesiącach od siewu słonecznika. Plantacja mimo bardzo trudnych warunków na początku sezonu prezentuje się dobrze. Uprawa zajmuje ponad 20 ha i już teraz jest oceniana jako interesująca pod względem ekonomicznym. Ostateczną odpowiedź mają dać zbiór oraz porównanie rzeczywistego plonu z poniesionymi kosztami.
Wiosną redakcja Farmer.pl obserwowała w tym gospodarstwie siew prowadzony przy bardzo suchej glebie i silnym zapyleniu. Przedplonem dla słonecznika była kukurydza ziarnowa. Rośliny trafiły między innymi na grunty klasy IVb i V, a miejscami nawet VI. Teraz gospodarstwo przygotowuje się do zbioru i analizuje możliwe sposoby ograniczenia strat podczas pracy kombajnu.
Słonecznik w Kisielewie poradził sobie mimo trudnego siewu
Początek sezonu nie dawał pewności, że plantacja rozwinie się równomiernie. Podczas siewu gleba była bardzo sucha, a pracy maszyn towarzyszyło intensywne pylenie. Mimo tych warunków wschody okazały się wystarczająco wyrównane, a pod koniec lata ogólna kondycja pola była oceniana bardzo dobrze.
– Siewy były ciężkie. Było bardzo, bardzo sucho i mocno się kurzyło. Mimo to słonecznik powschodził dosyć równomiernie i dzisiaj plantacja wygląda naprawdę ładnie – mówi redakcji Maciej Florczuk, który odpowiada za agrotechnikę uprawy.
Jednym z elementów, na które w gospodarstwie zwracana jest szczególna uwaga, pozostaje stosunkowo prosta technologia prowadzenia słonecznika. Przed siewem zastosowano 200 kg/ha nawozu wieloskładnikowego. Później nie wykonywano już nawożenia pogłównego ani dokarmiania dolistnego.
Ochronę plantacji także ograniczono do niewielkiej liczby zabiegów. Jeden miał zwalczać chwasty dwuliścienne. Drugi był wymierzony w chwasty jednoliścienne, ponieważ na polu pojawiła się presja chwastnicy jednostronnej.
– Wykonaliśmy dwa zabiegi. Jeden był skierowany przeciwko chwastom dwuliściennym, a drugi przeciwko jednoliściennym, ponieważ pojawiła się presja chwastnicy jednostronnej. I właściwie na tym zabiegi się skończyły – wyjaśnia Florczuk w rozmowie z redakcją “Farmer”.
Pod koniec lata słonecznik stopniowo przechodził w fazę dojrzewania. Do planowanego zbioru pozostawało wtedy około miesiąca. Termin miał jednak zależeć przede wszystkim od pogody we wrześniu. Przy sprzyjających warunkach kombajn mógłby wyjechać na pole na przełomie września i października.
Istotne jest również samo stanowisko. Dużą część powierzchni zajmują gleby klasy V. Są także fragmenty klasy IVb oraz miejsca należące nawet do klasy VI. To właśnie na słabszych gruntach gospodarstwo szuka uprawy, która mogłaby stanowić alternatywę dla innych roślin przy jednoczesnym utrzymaniu kosztów na rozsądnym poziomie.
Plantacja nie jest jednak całkowicie jednolita. W kilku miejscach rośliny znacznie wcześniej zbrązowiały i rozwinęły się słabiej od pozostałych. Na obecnym etapie gospodarze nie przesądzają, jaka jest przyczyna takiego zjawiska.
– Trudno nam jeszcze jednoznacznie powiedzieć, z czego to wynika. To nasz pierwszy rok z większym areałem słonecznika i nie mamy jeszcze takiego doświadczenia. Będziemy musieli skonsultować te miejsca z osobami, które dłużej prowadzą tę uprawę – przyznaje Florczuk w materiale redakcji.
Problem obejmuje jednak niewielką część pola. W ocenie gospodarzy ogólny wygląd plantacji pozostaje bardzo dobry.
Czy słonecznik okaże się bardziej opłacalny od pszenicy?
Najważniejsze rozliczenie sezonu będzie możliwe dopiero po zbiorze. Gospodarze nie chcą obecnie podawać konkretnej prognozy plonu, ponieważ jest to pierwszy rok prowadzenia słonecznika na większej powierzchni. Areał przekracza 20 ha, ale brakuje jeszcze własnych danych z wcześniejszych sezonów, które pozwoliłyby na bezpośrednie porównanie.
Mimo tego Wojciech Denisiuk, właściciel gospodarstwa, już teraz pozytywnie ocenia stronę ekonomiczną uprawy. Znaczenie mają przede wszystkim poniesione nakłady oraz ograniczona liczba zabiegów.
– Na ten moment wygląda na to, że będzie to bardziej zyskowna uprawa niż pszenica w tym roku. Nie chcę strzelać, jaki konkretnie będzie plon, ale wygląda to dobrze i sądzę, że coś z tej uprawy powinno zostać – mówi Wojciech Denisiuk, właściciel gospodarstwa.
W gospodarstwie zwraca się również uwagę na długość cyklu finansowego. Przy słoneczniku nakłady są ponoszone wiosną, a przychód ze sprzedaży może pojawić się już jesienią tego samego roku. W przypadku zbóż ozimych okres między rozpoczęciem inwestycji a uzyskaniem przychodu jest dłuższy. Wyższe są też nakłady przypadające na hektar, szczególnie w przypadku pszenicy.
Na ocenę opłacalności może wpłynąć także sposób zbioru. Słonecznik wysiano siewnikiem punktowym do kukurydzy w rozstawie rzędów wynoszącym 75 cm. Początkowo zakładano, że do zbioru zostanie wykorzystana również przystawka kukurydziana. Pozwoliłoby to uniknąć kolejnej inwestycji w wyposażenie.
W gospodarstwie coraz poważniej rozważany jest jednak drugi wariant. Chodzi o przystosowanie standardowego hedera zbożowego do słonecznika.
– Jeżeli uda się wszystko zorganizować, chcielibyśmy zastosować przezbrojenie hedera zbożowego do słonecznika. To rozwiązanie stosunkowo ekonomiczne, a z tego, co mówią osoby mające doświadczenie w tej uprawie, także wystarczająco skuteczne – mówi Denisiuk w rozmowie z redakcją “Farmer”.
Obawy związane z przystawką kukurydzianą dotyczą możliwych strat nasion. Podczas wciągania roślin może dochodzić do szarpnięć. W efekcie koszyczki słonecznika mogą pękać, a część nasion może spaść poza maszynę.
Przezbrojony heder ma ograniczać takie ryzyko. Stosuje się w nim długie rozdzielacze przypominające rynienki. Dzięki nim osypujące się nasiona mogą zsuwać się do wnętrza hedera zamiast trafiać na ziemię. W rozwiązaniu tym wykorzystywane są również odpowiednie nakładki na motowidło oraz boczne ekrany ograniczające straty podczas zbioru.
Koszt takiej modyfikacji jest jednak zauważalny. Według informacji uzyskanych przez gospodarstwo średnia cena przezbrojenia wynosi około 2100 zł netto za metr bieżący hedera. Przy hederze o szerokości 7,5 m cały zestaw kosztowałby około 16 tys. zł netto.
Wojciech Denisiuk przywołuje przy tym opinie innych plantatorów. Wynika z nich, że wykorzystanie przystawki kukurydzianej może powodować straty na poziomie 200–300 kg/ha. Przy założeniu straty 200 kg/ha na 22 ha słonecznika na polu pozostałoby około 4,4 t nasion. Przy przykładowej cenie 1700 zł/t ich wartość wyniosłaby około 7,5 tys. zł.
Takie wyliczenie ma znaczenie przede wszystkim w przypadku dalszego utrzymania słonecznika w strukturze zasiewów. Jeżeli roślina będzie uprawiana również w następnych latach, poniesienie kosztu na dostosowanie hedera może znaleźć uzasadnienie ekonomiczne.
Słonecznik może zostać w gospodarstwie na dłużej
Gospodarstwo posiada około 40 ha słabszych gruntów. To właśnie dla tych powierzchni poszukiwana jest roślina pozwalająca uzyskać satysfakcjonujący wynik bez znacznego zwiększania nakładów. Słonecznik jest obecnie oceniany jako jeden z możliwych kierunków.
– Na tych słabszych ziemiach słonecznik wydaje mi się trafionym kierunkiem. To oczywiście dopiero jeden rok naszego własnego doświadczenia, ale obserwuję tę uprawę od kilku lat również u innych gospodarzy. Stosunek nakładów do możliwego zysku wygląda całkiem przyzwoicie – ocenia Wojciech Denisiuk.
W poprzednim sezonie na części takich stanowisk znajdowała się kukurydza. Jej rentowność okazała się jednak bardzo słaba z powodu niskich cen. W efekcie w obecnym sezonie gospodarstwo całkowicie zrezygnowało z tej uprawy.
– Zysk z kukurydzy był naprawdę minimalny i zniechęcający, dlatego w tym roku zrezygnowaliśmy z niej całkowicie. Patrząc na obecny sezon, to może być akurat błąd, bo kukurydza zapowiada się cenowo dobrze . Ale w ujęciu wieloletnim słonecznik prawdopodobnie będzie u nas wracał – mówi Denisiuk w materiale Farmer.
Ocena słonecznika nie ogranicza się przy tym wyłącznie do najsłabszych stanowisk. Z obserwacji innych gospodarstw, na które powołują się rozmówcy redakcji Farmer, wynika, że na bardziej urodzajnych glebach roślina również może osiągać dobre wyniki i wyższy plon. Z tego powodu w gospodarstwie pojawia się również porównanie z pszenicą i pytanie o ekonomiczny wynik obu upraw.
Na razie nie można jednak przesądzić, która z nich okaże się korzystniejsza. Potrzebny jest rzeczywisty wynik z kombajnu. Dopiero po zbiorze możliwe będzie zestawienie plonu, ceny sprzedaży oraz wszystkich poniesionych nakładów.
Ten rachunek ma również pokazać, czy słonecznik znajdzie trwałe miejsce w gospodarstwie. Szczególnie istotna będzie odpowiedź na pytanie, czy może on na stałe zastąpić część kukurydzy na słabszych gruntach i jednocześnie zapewnić wynik ekonomiczny konkurencyjny wobec pszenicy.
