wiadomości ceny zwierzęta uprawy maszyny finanse i prawo biznes Wieś
Obserwuj nas na:
RolnikInfo.pl > Finanse i Prawo > Kontrole ruszyły w Polskę. Ten błąd na posesji może kosztować nawet 10 tys. zł
Julia Czwórnóg
Julia Czwórnóg 16.02.2026 06:40

Kontrole ruszyły w Polskę. Ten błąd na posesji może kosztować nawet 10 tys. zł

Kontrole ruszyły w Polskę. Ten błąd na posesji może kosztować nawet 10 tys. zł
Fot. Rom creator, ROM CREATOR/Canva

Właściciele domów jednorodzinnych w całej Polsce muszą przygotować się na niespodziewane wizyty kontrolerów oraz nietypowe testy szczelności instalacji. Choć wydaje się, że sposób gospodarowania wodą opadową to prywatna sprawa mieszkańca, rzeczywistość prawna i techniczna brutalnie weryfikuje to przekonanie. Gra toczy się o wysoką stawkę, bo błędy w odprowadzaniu deszczówki mogą kosztować fortunę, a gminy nie zamierzają dłużej przymykać oka na praktyki, które paraliżują lokalną infrastrukturę.

  • Systemowa walka z ukrytymi podłączeniami
  • Metoda "białej mgły" obnaża nieuczciwe praktyki
  • Prawo jest bezlitosne dla "oszczędnych"

Systemowa walka z ukrytymi podłączeniami

Zarządzanie siecią wodno-kanalizacyjną w polskich miastach i gminach staje się wyzwaniem, którego skala wykracza poza zwykłe utrzymanie rur w dobrym stanie technicznym. Samorządy coraz częściej borykają się z problemem przepełnienia oczyszczalni ścieków, co bezpośrednio przekłada się na koszty operacyjne, a w konsekwencji na rachunki płacone przez wszystkich mieszkańców. Właśnie dlatego lokalne zakłady komunalne rozpoczęły szeroko zakrojone akcje monitoringu infrastruktury, koncentrując się na punktach styku między prywatnymi posesjami a publiczną siecią. 

Kluczowym zagadnieniem jest tutaj rozróżnienie dwóch obiegów, które w teorii powinny być od siebie całkowicie odseparowane. Czy jednak każdy właściciel nieruchomości ma świadomość, że to, co płynie z jego dachu podczas ulewy, nie może kończyć tam, gdzie nieczystości bytowe? Odpowiedź na to pytanie jest fundamentem trwających kontroli, które mają na celu wyeliminowanie zjawiska zrzutu wód opadowych do systemów, które nie są do tego przystosowane.

Kontrole ruszyły w Polskę. Ten błąd na posesji może kosztować nawet 10 tys. zł
Fot. Shulzie/Canva

Budowa nowoczesnych osiedli i uszczelnianie powierzchni miast sprawiają, że woda deszczowa zamiast wsiąkać w grunt, błyskawicznie trafia do rynien. Wiele osób, szukając najprostszych i najtańszych rozwiązań podczas budowy lub remontu, decyduje się na wpięcie instalacji rynnowej do najbliższego dostępnego przyłącza. Jeśli jest to kanalizacja sanitarna (odbiór ścieków z toalet, kuchni i łazienek), dochodzi do złamania przepisów, które mają na celu ochronę stabilności biologicznej oczyszczalni.

Nadmiar zimnej, czystej chemicznie wody deszczowej rozrzedza ścieki, co zaburza procesy oczyszczania i dramatycznie zwiększa zużycie energii przez pompy. Samorządy, świadome tych zagrożeń, nie ograniczają się już tylko do analizy dokumentacji projektowej, lecz wychodzą w teren, by sprawdzić faktyczny stan techniczny przyłączy.

Metoda "białej mgły" obnaża nieuczciwe praktyki

Wykrycie nielegalnego podłączenia deszczówki do kanalizacji sanitarnej nie wymaga już przekopywania ogródków czy wprowadzania kamer do rur na każdej posesji. Sposobem na skuteczne zidentyfikowanie nieprawidłowości jest technologia zadymiania przyłączy, która zyskuje ogromną popularność wśród ekip technicznych w całym kraju. Procedura ta jest stosunkowo prosta, ale niezwykle widowiskowa i skuteczna.

Polega na wykorzystaniu specjalnej wytwornicy, która produkuje gęstą, białą mgłę z certyfikowanego roztworu płynu, dopuszczonego do stosowania nawet w pomieszczeniach zamkniętych. Dym ten jest całkowicie bezwonny i nieszkodliwy dla ludzi, zwierząt oraz roślinności. Technik wtłacza taką mgłę bezpośrednio do ulicznej studzienki kanalizacyjnej pod odpowiednim ciśnieniem. Dym wypełnia rury i szuka najkrótszej drogi ujścia, którą w przypadku nielegalnych instalacji okazują się być rynny lub kratki odwodnieniowe obok domu.

Kontrole ruszyły w Polskę. Ten błąd na posesji może kosztować nawet 10 tys. zł
Fot. Getty Images/Canva

Zjawisko wydobywania się dymu z rynien jest niepodważalnym dowodem na to, że właściciel nieruchomości narusza przepisy. Kontrole te są prowadzone zazwyczaj w grupach kilkuosobowych, gdzie jeden pracownik obsługuje maszynę, a pozostali obserwują dachy i podwórka okolicznych budynków. Co ważne, obecność właściciela na posesji nie jest wymagana do przeprowadzenia testu w obrębie sieci publicznej, jednak skutki takiej obserwacji są dla niego bardzo dotkliwe.

Wytwarzany dym, mimo że jest bezpieczny, nie pozostawia pola do interpretacji – jeśli „dymi się z dachu”, instalacja jest błędnie wykonana. Metoda ta pozwala na skontrolowanie kilkunastu posesji w ciągu zaledwie godziny, co czyni ją idealnym narzędziem dla samorządów dążących do szybkiego uszczelnienia systemu i odciążenia lokalnych oczyszczalni ścieków.

Zobacz też: Wiosny w tym roku może nie być. Meteorolodzy ostrzegają przed tym, co nadchodzi po zimie

Prawo jest bezlitosne dla "oszczędnych"

Wszystkie te działania mają twarde oparcie w polskim prawodawstwie. Zgodnie z ustawą o zbiorowym zaopatrzeniu w wodę i zbiorowym odprowadzaniu ścieków, wprowadzanie wód opadowych i roztopowych do kanalizacji sanitarnej jest surowo zabronione. Ustawodawca przewidział za taki czyn sankcje, które mają zniechęcać do szukania "oszczędności" kosztem infrastruktury wspólnej.

W przypadku wykrycia nieprawidłowości, właściciel nieruchomości musi liczyć się z surową karą pieniężną, która może wynieść nawet 10 tysięcy złotych. To jednak nie koniec problemów, ponieważ oprócz grzywny, przedsiębiorstwa wodociągowe nakładają nakaz natychmiastowego odłączenia nielegalnych przewodów i przebudowy instalacji na własny koszt. Koszty prac ziemnych i materiałów mogą często dorównywać wysokości samej kary administracyjnej.

Dla osób, które chcą uniknąć kłopotów, rozwiązaniem jest inwestycja w systemy zagospodarowania deszczówki na własnej działce. Możliwości jest wiele: od prostych zbiorników na wodę do podlewania ogrodu, przez studnie chłonne, aż po zaawansowane systemy rozsączające. Warto przy tym pamiętać o programach dofinansowań, takich jak popularna "Moja Woda", które pozwalają odzyskać znaczną część nakładów poniesionych na budowę zbiorników retencyjnych.

Prawidłowe zarządzanie wodą opadową to nie tylko uniknięcie kar sięgających 10 tys. zł, ale także realny wpływ na ochronę zasobów wodnych i obniżenie kosztów utrzymania gminnej infrastruktury. W dobie postępujących zmian klimatycznych i coraz częstszych gwałtownych ulew, szczelność kanalizacji sanitarnej staje się kluczowa dla bezpieczeństwa i zdrowia nas wszystkich, dlatego kontrole z użyciem zadymiarki będą stałym elementem krajobrazu polskich osiedli.

Bądź na bieżąco - najważniejsze wiadomości z kraju i zagranicy
Google News Obserwuj w Google News
Wybór Redakcji
RolnikInfo.pl
Obserwuj nas na: