Nawrocki złożył podpis. Prezydent zdecydował o losie polskiej ziemi na kolejne 10 lat
Prezydent Karol Nawrocki podpisał ustawę, która na kolejną dekadę zamraża handel gruntami z Zasobu Własności Rolnej Skarbu Państwa. Dla jednych to bariera w budowaniu kapitału, dla innych – jedyna szansa na powiększenie gospodarstwa bez wchodzenia w gigantyczne długi. Czy „państwowe” faktycznie lepiej dzierżawić niż posiadać?
Dekada spokoju na państwowych hektarach
Obrót ziemią rolną w Polsce to od lat temat rozgrzany do czerwoności. Nowe przepisy, które właśnie zyskały podpis głowy państwa, nie pozostawiają złudzeń: zakaz sprzedaży nieruchomości rolnych należących do Skarbu Państwa został wydłużony o kolejne 10 lat. Oznacza to, że aż do 2036 roku maszyna sprzedażowa Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa (KOWR) pozostanie na biegu jałowym.
To nie jest ruch przypadkowy. Ustawodawca wprost odwołuje się do postulatów płynących z izb rolniczych i organizacji branżowych. Rolnicy od dawna podnosili głos, że w dobie szalejących cen gruntów i niepewności na rynkach zbytu, to właśnie dzierżawa, a nie własność, jest najbezpieczniejszym modelem rozwoju. Ziemia ma „produkować”, a nie stać się przedmiotem spekulacji czy lokatą kapitału dla osób niezwiązanych z produkcją żywności.
Zakaz sprzedaży nieruchomości rolnych a realia przetargowe
Przedłużenie zakazu to jasny sygnał, że państwo stawia na stabilizację struktury gospodarstw rodzinnych. Zamiast jednorazowego zastrzyku gotówki do budżetu z tytułu sprzedaży, KOWR ma skupić się na zarządzaniu tym, co ma.
Podstawowym narzędziem w rękach urzędników pozostaje przetarg ograniczony. To mechanizm „szyty na miarę”, w którym o dodatkowe hektary nie powalczy deweloper czy zagraniczny fundusz, ale sąsiad zza miedzy.
Warto pamiętać, że system ten faworyzuje rolników indywidualnych, którzy chcą powiększyć swoje dotychczasowe areały lub stworzyć nowe gospodarstwo rodzinne. Dzierżawa pozwala wejść w posiadanie ziemi i niezbędnych zabudowań bez konieczności zaciągania kredytów na dziesięciolecia. W rolniczym portfelu zostaje więcej „żywego grosza” na maszyny, nawozy czy nowoczesne technologie, zamiast topienia ich w samej tylko ziemi, która – choć pewna – spłaca się wyjątkowo długo.
Co dalej z ziemią z zasobu? Perspektywy do 2036 roku
Czy dziesięcioletnie zamrożenie sprzedaży to recepta na sukces? Krytycy podnoszą, że brak możliwości wykupu blokuje inwestycje o charakterze trwałym. Jednak z perspektywy bezpieczeństwa żywnościowego, utrzymanie kontroli nad Zasobem wydaje się priorytetem. Państwowa ziemia staje się swego rodzaju „rezerwą strategiczną”, którą można elastycznie sterować w zależności od potrzeb lokalnych społeczności.
Dla rolników najważniejsze pozostaje pytanie o przejrzystość procedur. Skoro sprzedaż znika z radaru na kolejne dziesięć lat, cała uwaga skupi się na tym, jak KOWR dzieli dostępne grunty. Przetargi ofertowe i licytacje czynszu dzierżawnego będą teraz jedynym sposobem na rozwój skali produkcji. Pozostaje mieć nadzieję, że zapowiadana stabilizacja pójdzie w parze z uproszczeniem biurokracji, by rolnik zamiast w kolejkach w oddziałach terenowych, mógł spędzać więcej czasu w polu.