wiadomości ceny zwierzęta uprawy maszyny finanse i prawo biznes Wieś
Obserwuj nas na:
RolnikInfo.pl > Zwierzęta > Niepokojące wieści dla hodowców, GIW ostrzega przed pomorem drobiu. W tych regionach jest najgorzej
Weronika Cibor
Weronika Cibor 13.02.2026 15:00

Niepokojące wieści dla hodowców, GIW ostrzega przed pomorem drobiu. W tych regionach jest najgorzej

Niepokojące wieści dla hodowców, GIW ostrzega przed pomorem drobiu. W tych regionach jest najgorzej
fot ARKADIUSZ ZIOLEK/East News

Niepokojące doniesienia z polskiego drobiarstwa nie dają hodowcom chwili wytchnienia. W ostatnich tygodniach pojawiają się kolejne przypadki choroby wirusowej, która wstrząsa sektorem i zmusza do podejmowania szybkich decyzji. Straty finansowe rosną, a skutki mogą dotknąć zarówno duże, jak i małe gospodarstwa.

  • Rozprzestrzeniający się wirus w polskim drobiarstwie – co musisz wiedzieć
  • Od małych stad po przemysłowe fermy – skala zagrożenia rośnie
  • Bioasekuracja i szybka reakcja hodowców – jak ograniczyć straty

Rozprzestrzeniający się wirus w polskim drobiarstwie – co musisz wiedzieć

Według najnowszych danych Głównego Inspektoratu Weterynarii wirus rzekomego pomoru drobiu, znany też jako choroba Newcastle, pojawia się w coraz większej liczbie regionów. Obecnie zagrożone są siedem województw: zachodniopomorskie, warmińsko-mazurskie, kujawsko-pomorskie, wielkopolskie, łódzkie, mazowieckie i dolnośląskie. Sytuacja jest poważna, bo wirus nie wybiera typu hodowli – atakuje zarówno niewielkie stada przydomowe, jak i ogromne fermy przemysłowe.

Specjaliści podkreślają, że wirus może pozostawać niewidoczny przez kilka dni, co utrudnia szybką reakcję. Hodowcy są w stanie krytycznym, bo nawet drobne opóźnienie w zgłoszeniu objawów może prowadzić do masowej likwidacji stad. Każde ognisko generuje nie tylko straty ekonomiczne, ale też ryzyko rozprzestrzenienia wirusa na sąsiednie gospodarstwa.

Od małych stad po przemysłowe fermy – skala zagrożenia rośnie

W ciągu ostatnich dwóch tygodni odnotowano dziewięć nowych ognisk choroby, co obrazuje dynamikę rozprzestrzeniania się wirusa rzekomego pomoru drobiu. Wśród nich są zarówno niewielkie, przydomowe hodowle, jak i ogromne fermy przemysłowe. W Nowej Wsi w województwie wielkopolskim choroba dotknęła zaledwie 98 kur nieśnych, jedną kaczkę i jedną perlicę – liczby wydają się symboliczne, ale nawet w tak małych stadach każda utrata ptaka oznacza straty finansowe i wymusza kosztowne procedury dezynfekcji.

Na drugim krańcu znajdują się gigantyczne fermy przemysłowe. W Chodybkach wirus zaatakował ponad 110 tysięcy kur rzeźnych, a w Samszycach w województwie kujawsko-pomorskim niemal 146 tysięcy ptaków. W takich przypadkach konieczne było całkowite wybicie stada, a straty liczone są w setkach tysięcy, a czasem nawet milionach złotych. Dodatkowo hodowcy muszą liczyć się z wielotygodniowymi pracami odkażającymi, co opóźnia ponowne zasiedlenie fermy i przywrócenie produkcji.

Łączna liczba zlikwidowanych ptaków od początku roku zbliża się do 1,725 miliona sztuk. To nie tylko dramat ekonomiczny, ale też emocjonalny – dla wielu właścicieli ferm drób to całe życie i źródło utrzymania rodzin. Wraz z każdym nowym ogniskiem rośnie ryzyko, że wirus przemieści się do kolejnych województw i dotknie ferm, które do tej pory były wolne od zakażenia. Służby weterynaryjne podkreślają, że w takich warunkach najważniejsza jest szybka reakcja hodowców, przestrzeganie zasad bioasekuracji i natychmiastowe zgłaszanie objawów choroby.

Eksperci ostrzegają, że nawet pozornie drobne zakażenia w małych stadach mogą być początkiem większych ognisk. Ptaki mogą przemieszczać się między gospodarstwami poprzez transport, kontakt z dzikim drobiem lub osoby obsługujące fermy, dlatego każde zaniedbanie w bioasekuracji zwiększa ryzyko epidemii. Dla hodowców oznacza to konieczność stałego monitorowania stanu stada, dokumentowania objawów i stosowania rygorystycznych procedur sanitarnych.

Sektor drobiarski stoi więc przed dużym wyzwaniem logistycznym i finansowym. Nie tylko chodzi o natychmiastowe straty, ale też o ograniczenie dalszego rozprzestrzeniania choroby, co wymaga współpracy między hodowcami, służbami weterynaryjnymi i władzami lokalnymi. Im szybciej i skuteczniej zostaną wprowadzone środki zapobiegawcze, tym mniejsze ryzyko kolejnych dramatów finansowych i biologicznych dla całego rynku drobiarskiego.

Bioasekuracja i szybka reakcja hodowców – jak ograniczyć straty

Eksperci podkreślają, że podstawą walki z chorobą jest ścisłe przestrzeganie zasad bioasekuracji. Hodowcy powinni:

  • izolować nowe stada od istniejących,
  • regularnie dezynfekować pomieszczenia i sprzęt,
  • ograniczać dostęp osób z zewnątrz do ferm,
  • natychmiast zgłaszać każde podejrzenie choroby do powiatowego lekarza weterynarii.

GIW apeluje, by hodowcy monitorowali swoje stada i reagowali bez zwłoki. Każde opóźnienie może spowodować rozprzestrzenienie wirusa na kolejne gospodarstwa i zwiększyć straty finansowe całego sektora. Współpraca hodowców i służb weterynaryjnych jest kluczowa, bo tylko szybka reakcja może ograniczyć skutki epidemii.

Niepokojące wieści dla hodowców, GIW ostrzega przed pomorem drobiu. W tych regionach jest najgorzej
ferma drób, Fot. branex/Getty Images/CanvaPro
Bądź na bieżąco - najważniejsze wiadomości z kraju i zagranicy
Google News Obserwuj w Google News
Tagi: Drób GIW
Wybór Redakcji
Działka ROD zakaz
Tych rzeczy nie wolno trzymać na działce ROD. Słono zapłacisz, jeśli złamiesz zakaz
Euro emerytura
Lata temu wyjechali "na tulipany". Takie emerytury dostają Polacy, którzy pracowali w Holandii
Wybór Redakcji
RolnikInfo.pl
Obserwuj nas na: