Znajdziesz to na swoim podwórku? Możesz dostać nawet 100 tysięcy złotych odszkodowania
Wielu właścicieli nieruchomości w Polsce codziennie mija instalacje, które uznaje za „zło konieczne”, nieświadomie tracąc przy tym ogromne sumy. O tym, jak odzyskać należne pieniądze od wielkich koncernów i dlaczego nie warto wierzyć w ich zapewnienia, rozmawialiśmy z mecenasem Mateuszem Ostrowskim. To, co stoi na Twoim podwórku, może być Twoją przepustką do wypłaty, która całkowicie odmieni domowy budżet.
- Ukryte instalacje na Twoim gruncie dają prawo do żądania wysokich rekompensat
- Argumenty firm to często tylko gra na zwłokę
Kroki jakie musisz podjąć już dziś, aby zabezpieczyć swoje roszczenia na przyszłość
Za co tak naprawdę płacą koncerny?
Wyobraź sobie, że planujesz budowę domu, aż nagle okazuje się, że Twoje plany krzyżuje jeden słup lub rura biegnąca pod ziemią. Dla wielu to koniec marzeń o idealnym zagospodarowaniu terenu. Jednak prawo patrzy na to zupełnie inaczej. To, co dla Ciebie jest przeszkodą, dla firmy przesyłowej jest elementem infrastruktury generującej zyski.
Jak wyjaśnia mecenas Mateusz Ostrowski, odszkodowanie to w rzeczywistości cały wachlarz roszczeń, o których większość Polaków nie ma pojęcia:
- Obejmuje ono wynagrodzenie za bezumowne korzystanie z gruntu za lata wstecz, wynagrodzenie za ustanowienie służebności przesyłu na przyszłość oraz odszkodowania za spadek wartości działki, ograniczenia w zabudowie, utracone możliwości inwestycyjne i szkody powstałe przy pracach technicznych - tłumaczy ekspert.
Najgorszym błędem jest założenie, że małe instalacje się nie liczą. Mecenas rozwiewa te wątpliwości także w tej kwestii.
- Tak - nawet zwykły kabel w ziemi może być podstawą roszczenia, o ile jest urządzeniem przesyłowym, wpływa na sposób korzystania z gruntu i nie ma uregulowanego tytułu prawnego - mówi prawnik.

Pułapka „zasiedzenia”. Nie daj się zbyć tanim argumentem
Kiedy już zdecydujesz się na kontakt z operatorem, niemal na pewno usłyszysz standardową odpowiedź: „Przykro nam, ale to urządzenie stoi tu od lat 70., doszło do zasiedzenia, sprawa jest zamknięta”. To najpotężniejszy straszak w arsenale korporacyjnych prawników. Ma on wywołać w Tobie poczucie beznadziei i przekonanie, że walka z gigantem nie ma sensu. Prawda jest jednak taka, że argument ten jest często wyciągany „z rozpędu”, bez jakiegokolwiek pokrycia w dokumentach.
Mecenas Mateusz Ostrowski zauważa, że firmy przesyłowe nagminnie nadużywają tego pojęcia, licząc na to, że właściciel działki nie sprawdzi stanu prawnego na własną rękę:
- Najczęściej powtarzany i najbardziej nadużywany argument to automatyczne powoływanie się na zasiedzenie - nawet wtedy, gdy termin jeszcze nie upłynął albo nie są spełnione ustawowe warunki - tłumaczy mecenas Ostrowski.
Kluczowym momentem w polskim prawie był rok 2008, kiedy to wprowadzono oficjalnie instytucję służebności przesyłu. To zmieniło zasady gry. Okazuje się, że to, co stało na Twojej ziemi przez dekady, wcale nie musi oznaczać, że firma nabyła do tego prawo przez zasiedzenie. Proces ten wymaga spełnienia szeregu rygorystycznych warunków, a brak odpowiednich decyzji administracyjnych z przeszłości może całkowicie pogrążyć argumentację koncernu.
Co więcej, fakt, że instalacja jest wiekowa, paradoksalnie może być Twoim największym atutem. Zamiast zamykać drogę do pieniędzy, otwiera ją szeroko, o czym wspomina ekspert.
- Wieloletnie istnienie urządzenia bardzo często nie zamyka drogi do roszczeń - in praktyce często ją otwiera - dodaje.
Dlatego, zanim uwierzysz w pismo z firmy energetycznej informujące o przedawnieniu, pamiętaj, że to tylko element negocjacji. Ich celem jest Twoja rezygnacja. Twoim celem powinna być rzetelna weryfikacja faktów, bo stawką są kwoty, które mogą przyprawić o zawrót głowy.
Stawki, które zwalają z nóg. Ile możesz realnie dostać?
Przejdźmy do kwestii, która najbardziej elektryzuje każdego właściciela: o jakich pieniądzach tak naprawdę rozmawiamy? Czy walka o odszkodowanie to tylko zwrot kosztów prawnika, czy realny zysk? Firmy przesyłowe robią wszystko, by utrzymać te dane w tajemnicy, a w ugodach oferują kwoty, które mecenas Ostrowski nazywa „symbolicznymi”. Jednak rzeczywistość sądowa i rzetelne wyceny rzeczoznawców pokazują zupełnie inny obraz.
Wartość Twojego roszczenia zależy od wielu czynników: napięcia linii, szerokości tzw. pasa technicznego oraz tego, jak bardzo infrastruktura „psuje” wartość rynkową Twojej ziemi. Mecenas podaje konkretne przedziały, które pokazują skalę możliwych do uzyskania środków.
- W praktyce małe urządzenia to zwykle kilka lub kilkanaście tysięcy złotych, linie średniego i wysokiego napięcia to często kilkadziesiąt tysięcy, a w sprawach inwestycyjnych lub przy liniach najwyższych napięć kwoty potrafią przekraczać 100 tysięcy złotych - wymienia ekspert.
Należy przy tym zrozumieć, że nawet jeśli słup stoi skromnie w rogu działki i wydaje się nie przeszkadzać, jego obecność wciąż generuje roszczenie. Kluczowe jest to, jak wpływa on na potencjał inwestycyjny terenu. Jak podkreśla ekspert:
- Nawet pojedynczy słup może generować wysokie roszczenie, jeżeli blokuje zabudowę lub dzieli działkę w sposób utrudniający inwestycję.
Pamiętaj, że odszkodowanie to nie tylko jednorazowa wpłata. To także prawo do wynagrodzenia za każdy rok, w którym firma korzystała z Twojej własności bez umowy (do 10 lat wstecz), oraz regularne opłaty za przyszłość. Sumując te wszystkie elementy, okazuje się, że „niepozorna rura” może być warta tyle, co nowy samochód średniej klasy lub wkład własny na kolejną nieruchomość.
Jak zacząć walkę o swoje? Twój plan działania
Wielu właścicieli obawia się, że walka z korporacją to wieloletnia batalia sądowa, która pochłonie ich oszczędności i czas. To kolejny mit, który sprzyja firmom przesyłowym. W rzeczywistości droga do odszkodowania zaczyna się od prostych kroków, które możesz wykonać bez wychodzenia z domu. Najważniejsze jest przygotowanie merytoryczne, które pokaże operatorowi, że znasz swoje prawa.
Mecenas Mateusz Ostrowski radzi, od czego zacząć proces weryfikacji.
- Na początku wystarczy numer księgi wieczystej, numer działki, informacja jaki to rodzaj urządzenia, kto jest operatorem, zdjęcie infrastruktury oraz przybliżony wiek instalacji - wyjaśnia w rozmowie z Redakcją.
Posiadając te dane, można wstępnie ocenić, czy firma posiada tytuł prawny do Twojego gruntu. Jeśli nie – jesteś na wygranej pozycji. Wiele spraw wcale nie kończy się na sali rozpraw. Gdy operator widzi rzetelną wycenę i twarde dowody na brak zasiedzenia, często decyduje się na ugodę, by uniknąć dodatkowych kosztów procesowych.
Największe sukcesy w tej dziedzinie to historie ludzi, którzy nie dali się zastraszyć potędze koncernu.
- Najbardziej spektakularne sprawy to te, w których właściciel przez lata słyszał, że nic mu się nie należy, operator proponował symboliczne kwoty, a zasiedzenie miało „zamykać temat” - podsumowuje rozmówca.
Po profesjonalnej analizie okazywało się, że roszczenia są jak najbardziej zasadne, a wypłacone kwoty wielokrotnie przewyższały to, co pierwotnie było „na stole”. Czy Twoja działka również skrywa taki kapitał? Czas przestać zgadywać i zacząć działać. Każdy dzień zwłoki to dzień, w którym wielka korporacja zarabia na Twojej własności całkowicie za darmo.
Źródło: RolnikInfo