Dramat w gospodarstwie, rolnik zginął w oborze. Dzień później policja znalazła kolejne ciało
Jedno gospodarstwo, krótki odstęp czasu i zdarzenia, które wstrząsnęły całą okolicą. To, co początkowo wyglądało na pojedynczy tragiczny wypadek, szybko nabrało zupełnie innego wymiaru. Mieszkańcy niewielkiej miejscowości zadają sobie dziś pytania, na które nikt nie potrafi jeszcze odpowiedzieć. Co tak naprawdę wydarzyło się na tej posesji i dlaczego służby wracały tam ponownie?
- Dramatyczne wydarzenia na Podlasiu
- Tragedia w gospodarstwie. Rolnik zginął w oborze
- Dwie śmierci w jednym gospodarstwie. Co ustalili śledczy?
Dramatyczne wydarzenia na Podlasiu
Na terenach wiejskich codzienne obowiązki rzadko budzą sensację. Praca przy zwierzętach, rutynowe czynności i wieloletnie doświadczenie sprawiają, że zagrożenie często schodzi na dalszy plan. Tym razem jednak coś poszło nie tak. Najpierw pojawił się niepokój sąsiadów, potem nagłe poruszenie i interwencja służb.
Wieczorne zdarzenia szybko stały się tematem rozmów w całej okolicy. Na podwórzu jednego z gospodarstw na Podlasiu rozegrała się scena, która na długo zapadnie w pamięć świadków. Sytuacja była dynamiczna i niebezpieczna, a każda próba reakcji wiązała się z ryzykiem. Dopiero po czasie okazało się, że to nie koniec dramatycznych doniesień z tego miejsca.
Dla lokalnej społeczności był to moment szoku i niedowierzania. Wielu mieszkańców podkreślało, że nic nie zapowiadało takiego finału. Czy był to jedynie tragiczny zbieg okoliczności?

Tragedia w gospodarstwie. Rolnik zginął w oborze
Kiedy emocje po pierwszym zdarzeniu jeszcze nie opadły, pojawiły się kolejne informacje, które tylko pogłębiły atmosferę niepewności. Ta sama lokalizacja, krótki odstęp czasu i kolejna interwencja służb sprawiły, że wśród mieszkańców zaczęły krążyć rozmaite teorie.
Choć oficjalne komunikaty były oszczędne, jedno było pewne – sprawa nie jest jednoznaczna i wymaga dokładnego wyjaśnienia. Funkcjonariusze oraz prokuratura od początku podkreślali, że każdy szczegół ma znaczenie, a pochopne wnioski mogą prowadzić do błędnych ocen.
W tle całej historii pojawia się też szerszy problem, o którym rzadko mówi się głośno. Niebezpieczna praca rolnika, zwłaszcza przy dużych zwierzętach, od lat znajduje się w czołówce najbardziej ryzykownych zajęć. Czy to właśnie rutyna i doświadczenie bywają największym zagrożeniem?
Dwie śmierci w jednym gospodarstwie. Co ustalili śledczy?
Do tragedii doszło w miejscowości Wierzchuca Nagórna w gminie Drohiczyn, na Podlasiu. W czwartek, 15 stycznia, tuż przed godziną 22:00, sąsiedzi znaleźli w oborze ciało 55-letniego rolnika, który – jak wynika ze wstępnych ustaleń – został stratowany przez byki. Zwierzęta otaczały nieprzytomnego mężczyznę, uniemożliwiając udzielenie mu pomocy. Dopiero interwencja straży pożarnej pozwoliła na odizolowanie bydła. Mimo podjętej reanimacji życia gospodarza nie udało się uratować.
Ciało mężczyzny zostało zabezpieczone do sekcji zwłok, która ma jednoznacznie określić przyczynę zgonu – poinformował mł. insp. Tomasz Krupa z Komendy Wojewódzkiej Policji w Białymstoku.
Na tym jednak dramat się nie zakończył. Następnego dnia, 16 stycznia po godzinie 8:00 rano, na terenie tej samej posesji ujawniono zwłoki drugiego mężczyzny w wieku 61 lat. Lekarz pogotowia stwierdził zgon, a decyzją prokuratury ciało również trafiło do Zakładu Medycyny Sądowej. Jak podaje portal podlasie24.pl, ofiarą był krewny tragicznie zmarłego rolnika.

Policja na ten moment podkreśla, że nie ma dowodów na bezpośredni związek między obiema śmierciami, choć oba zdarzenia bada Prokuratura Rejonowa w Siemiatyczach. Kluczowe będą wyniki sekcji zwłok, które mają odpowiedzieć na pytanie, czy doszło do nieszczęśliwego wypadku, czy też przyczyny były inne.
Eksperci przypominają, że wypadki z udziałem zwierząt hodowlanych należą do najczęstszych przyczyn ciężkich urazów i zgonów w rolnictwie indywidualnym. KRUS od lat apeluje o zachowanie szczególnej ostrożności, zwracając uwagę, że nawet dobrze znane zwierzę może zareagować agresywnie pod wpływem stresu lub nagłego bodźca.
Dwie śmierci w jednym gospodarstwie, w odstępie zaledwie kilkunastu godzin, pozostawiły lokalną społeczność w stanie głębokiego wstrząsu. Choć śledczy uspokajają i nie łączą obu zdarzeń, sprawa pokazuje, jak nieprzewidywalna i niebezpieczna potrafi być praca na wsi. Ostateczne odpowiedzi przyniosą dopiero wyniki badań sekcyjnych, a do tego czasu nad Wierzchucą Nagórną wciąż unosi się atmosfera niepokoju i pytań bez odpowiedzi.