Od 2 marca 2026 r. kierowców czeka surowsze prawo. Nowe przepisy obejmą tereny wiejskie
Puste drogi krajowe i ekspresowe często bywają dla kierowców pokusą, by sprawdzić możliwości silnika, ale już niebawem taka brawura może skończyć się przymusową przesiadką na fotel pasażera. Nadchodzące zmiany w przepisach sprawią, że granica między bezpieczeństwem a utratą uprawnień zostanie wyznaczona wyjątkowo restrykcyjnie.
- Piraci drogowi na cenzurowanym
- Kierowcy muszą się mieć na baczności
- Zacznie się już 2 marca
Piraci drogowi na cenzurowanym
Przez lata polscy kierowcy przyzwyczaili się do pewnego rodzaju „bezpiecznika” – wiedzieli, że o ile w terenie zabudowanym licznik musi być pod ścisłą kontrolą, o tyle poza tablicą z sylwetką miasta ryzyko było głównie finansowe. Mandat owszem, „bił po kieszeni”, ale prawo jazdy zostawało w portfelu. To poczucie bezkarności sprawiało, że na wielu odcinkach dróg krajowych czy ekspresowych dochodziło do dantejskich scen, gdzie prędkościomierze pokazywały wartości zarezerwowane dla torów wyścigowych.
Sytuacja ta jednak drastycznie się zmieni, ponieważ ustawodawca postanowił uderzyć w najszybszych kierowców tam, gdzie zaboli to najbardziej. Nie chodzi już tylko o to, że można obawiać się wysokich mandatów, ale o realne wykluczenie z ruchu osób, które traktują drogi publiczne jak prywatne autostrady. Nowe podejście ma na celu wyeliminowanie zjawiska, w którym kierowcy drastycznie przyspieszają natychmiast po minięciu znaku informującego o końcu obszaru zabudowanego.
Kierowcy muszą się mieć na baczności
Kluczowym elementem nadchodzącej reformy jest ujednolicenie zasad, które do tej pory dzieliły polskie drogi na dwie strefy o różnym poziomie restrykcji. Do tej pory znaki D-42 i D-43, wyznaczające początek i koniec obszaru zabudowanego, stanowiły magiczną granicę dla uprawnień do kierowania pojazdami. Po ich minięciu wielu prowadzących pozwalało sobie na znacznie więcej, licząc na to, że nawet przy „ciężkiej nodze” skończy się tylko na punktach karnych i grzywnie.
Nowelizacja przepisów kładzie kres temu rozróżnieniu w kontekście najcięższych wykroczeń. Warto wyjaśnić, że zmiana ta dotyczy tzw. „ujednolicenia odpowiedzialności administracyjnej” – co w praktyce oznacza, że organ wydający prawo jazdy nie będzie już sprawdzał, czy do złamania przepisów doszło przed kościołem w centrum wsi, czy na środku pustej drogi wojewódzkiej. Liczyć będzie się wyłącznie skala błędu, a ta została zawieszona na poziomie, który dla wielu fanów szybkiej jazdy jest codziennością.
Zacznie się już 2 marca
Najważniejsze informacje, które zelektryzują miliony zmotoryzowanych, wejdą w życie dokładnie 2 marca 2026 roku. Od tego dnia każdy kierowca, który przekroczy dozwoloną prędkość o ponad 50 km/h, straci prawo jazdy na okres trzech miesięcy – również poza obszarem zabudowanym. Oznacza to, że jeśli na drodze z ograniczeniem do 90 km/h pomiar wskaże 141 km/h, policjant na miejscu zatrzyma dokument, a kierowca będzie musiał szukać alternatywnego transportu do domu.
To potężna zmiana, która realnie wpłynie na styl jazdy na drogach jednojezdniowych oraz ekspresówkach. System kar staje się zerojedynkowy: albo trzymasz się przepisów, albo ryzykujesz trzymiesięczny rozbrat z samochodem. Ustawodawca nie przewidział tutaj żadnych wyjątków opartych na „niskim natężeniu ruchu” czy „dobrych warunkach atmosferycznych”. Surowość prawa ma być sygnałem, że czas wysokiej tolerancji dla brawury definitywnie się skończył.