Psy skazane na koszmar, skandaliczne warunki w nielegalnym schronisku dla zwierząt. Jest zawiadomienie do prokuratury
Działania prowadzone w jednej z mazowieckich gmin uruchomiły reakcję instytucji państwowych i postawiły pod znakiem zapytania granicę między pomocą a nadużyciem. Sprawa dotyczy miejsca, które funkcjonowało poza oficjalnym systemem, a jej skutki mogą mieć znacznie szerszy wymiar. Co dokładnie zwróciło uwagę służb? W ostatnich latach coraz częściej mówi się o lukach w systemie ochrony zwierząt i działalności podmiotów funkcjonujących poza formalnym nadzorem. To obszar, w którym emocje społeczne mieszają się z przepisami prawa, a deklaracje pomocy nie zawsze idą w parze z rzeczywistością. Jedna z ostatnich interwencji pokazała, jak cienka bywa granica między deklarowaną troską a realnymi działaniami.
- System poza kontrolą i rosnące wątpliwości
- Interwencja służb i analiza skali zjawiska
- Niehumanitarne warunki i reakcja ministerstwa. Sprawa trafiła do prokuratury
System poza kontrolą i rosnące wątpliwości
W Polsce funkcjonuje wiele form opieki nad zwierzętami – od schronisk, przez przytuliska, po prywatne inicjatywy określane mianem azyli czy pogotowi dla zwierząt. Część z nich działa w ramach jasno określonych przepisów, inne poruszają się w szarej strefie, korzystając z braku jednoznacznych regulacji.
To właśnie ten obszar od lat budzi coraz większe zaniepokojenie instytucji państwowych. Brak jednolitego rejestru, niejasne zasady kontroli oraz trudności w egzekwowaniu przepisów sprawiają, że skala takich działalności bywa trudna do oszacowania. W wielu przypadkach dopiero sygnały z terenu uruchamiają reakcję odpowiednich służb.
Problemem nie jest wyłącznie liczba zwierząt, ale także model funkcjonowania takich miejsc. Rotacja, transport zwierząt między różnymi lokalizacjami czy finansowanie oparte na zbiórkach publicznych rodzą pytania o przejrzystość i odpowiedzialność. Czy wszystkie inicjatywy, które deklarują pomoc, rzeczywiście działają w interesie zwierząt?

Interwencja służb i analiza skali zjawiska
W ostatnich dniach działania jednego z podmiotów znalazły się pod lupą kilku instytucji jednocześnie. Na miejsce skierowano służby odpowiedzialne za ocenę warunków bytowych zwierząt oraz zgodność prowadzonej działalności z obowiązującymi przepisami. Kluczowe było ustalenie, czy mamy do czynienia z prywatnym utrzymywaniem zwierząt, czy z działalnością o znacznie szerszym zakresie.
Inspektorzy analizowali nie tylko warunki techniczne, ale również skalę prowadzonej aktywności i sposób pozyskiwania zwierząt. Istotnym elementem była także częstotliwość ich przemieszczania oraz źródła, z których trafiały na posesję. Tego typu ustalenia są niezbędne, by określić, czy dana inicjatywa podlega przepisom regulującym działalność schronisk.
Właśnie na tym etapie pojawiły się wątpliwości, które sprawiły, że sprawa nie zakończyła się na rutynowej kontroli. Zebrane informacje zaczęły wskazywać, że sytuacja może wykraczać poza standardowe ramy prywatnej opieki nad zwierzętami. Co dokładnie ustaliły służby?
Niehumanitarne warunki i reakcja ministerstwa. Sprawa trafiła do prokuratury
Jak poinformowało Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi, Powiatowy Lekarz Weterynarii w Mińsku Mazowieckim skierował zawiadomienie do Prokuratury Rejonowej w Mińsku Mazowieckim po stwierdzeniu niehumanitarnego traktowania i łamania praw zwierząt w nielegalnym schronisku w miejscowości Kuflew (gmina Mrozy), działającym pod nazwą „Pogotowie dla zwierząt”.
Czynności dotyczyły warunków, w jakich przebywały zwierzęta, oraz skali działalności prowadzonej w tym miejscu. Na posesji inspektorzy zastali 212 psów oraz 16 kotów. Były to zwierzęta odławiane na terenie gminy Mrozy, ale także transportowane z innych schronisk, w tym z Sobolewa, oraz odebrane wcześniejszym właścicielom.
W trakcie kontroli stwierdzono m.in.:
- zbyt małe kojce,
- brak dostępu do wody lub jej zamarzanie,
- budy bez odpowiedniego ocieplenia,
- uszkodzone ogrodzenia kojców,
- niewystarczające zabezpieczenie przed niskimi temperaturami.

Osoba prowadząca działalność twierdziła, że utrzymuje zwierzęta prywatnie, w ramach gospodarstwa domowego, a ich pobyt ma charakter czasowy. Zgromadzona dokumentacja wskazuje jednak, że liczba zwierząt, ich rotacja oraz zorganizowany charakter działań wykraczają poza zwykłe utrzymywanie zwierząt w gospodarstwie domowym.
Tu nie chodzi o pomaganie. Tu mówimy o przypadku, kiedy ktoś przejmuje psy, organizuje zbiórkę, a później w okrutny sposób się ich pozbywa. Z tym będziemy walczyć – podkreślił minister rolnictwa Stefan Krajewski, cytowany w komunikacie Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi.
Minister zaznaczył, że ochrona zdrowia i dobrostanu zwierząt jest traktowana priorytetowo, a każda sprawa, w której pojawiają się sygnały o naruszeniu przepisów, musi być szybko i rzetelnie wyjaśniona. Inspekcja Weterynaryjna zebrała dokumentację i przekazała ją właściwym organom, a sprawa pozostaje w toku.
To kolejny przykład, że system wymaga radykalnych zmian. Są azyle i przytuliska działające poza systemem, bez kontroli, które krzywdzą zwierzęta, a reklamują się jako te, które im pomagają – dodał Stefan Krajewski, wskazując na potrzebę zmian legislacyjnych, w tym prac nad ustawą o czipowaniu zwierząt.
Sprawa z Kuflewa pokazuje, jak poważnym wyzwaniem pozostaje nadzór nad podmiotami działającymi poza oficjalnym systemem ochrony zwierząt. Interwencja służb i zaangażowanie prokuratury mogą stać się impulsem do szerszej debaty o zmianach w prawie i skuteczniejszej kontroli takich inicjatyw. Ministerstwo zapowiada dalszy monitoring sytuacji.