Rolnicy zapowiadają protesty. "Tym razem nie będą pokojowe"
Niezadowolenie na polskiej wsi narasta, a najbliższe tygodnie mogą przynieść kolejne protesty rolników. Łukasz Komorowski, rolnik z województwa mazowieckiego, przewiduje, że sytuacja może zaostrzyć się po zakończeniu zbiorów kukurydzy. Gospodarze mierzą się z wysokimi kosztami produkcji, stratami w uprawach i problemami z uzyskaniem odpowiedniej pomocy. W rozmowie z "Tygodnikiem Poradnikiem Rolniczym” Komorowski ostrzega, że tym razem demonstracje mogą mieć inny charakter niż dotychczas.
Sytuacja ekonomiczna gospodarstw rolnych zależy nie tylko od wielkości zbiorów, lecz także od relacji między kosztami prowadzenia działalności a cenami uzyskiwanymi za sprzedawane produkty. Rolnicy muszą planować kolejne sezony, uwzględniając wydatki na nawozy, paliwo, środki ochrony roślin oraz zobowiązania zaciągnięte na rozwój gospodarstw.
Rolnik ostrzega przed protestami. Przełom może nastąpić w najbliższych tygodniach
Łukasz Komorowski przewiduje, że do kolejnych protestów rolników może dojść w ciągu najbliższych dwóch tygodni. Istotnym momentem ma być zakończenie zbiorów kukurydzy. Wówczas gospodarze będą mogli dokładniej ocenić straty poniesione w swoich gospodarstwach oraz sprawdzić, na jaką pomoc mogą liczyć. Zdaniem rolnika właśnie wtedy może okazać się, że oczekiwania dotyczące wsparcia nie zostaną spełnione, co dodatkowo zaostrzy nastroje na wsi.
Rozmówca "Tygodnika Poradnika Rolniczego” zwraca uwagę, że dotychczasowe demonstracje miały przede wszystkim zwrócić uwagę na problemy producentów rolnych. Brak satysfakcjonujących rozwiązań sprawia jednak, że cierpliwość gospodarzy się wyczerpuje. Komorowski nie ukrywa, że obawia się bardziej zdecydowanej formy sprzeciwu.
Dojdzie do protestów, tylko te protesty już nie będą protestami pokojowymi – mówi rolnik z województwa mazowieckiego.
Na razie nie ustalono konkretnego terminu ani miejsca ewentualnych demonstracji. Nie wskazano również ich organizatorów. Komorowski uważa, że kluczowe znaczenie będzie miało porozumienie między organizacjami rolniczymi, które powinny wspólnie występować w sprawach dotyczących całej polskiej wsi. Krytykuje przy tym rozdrobnienie środowiska i spory utrudniające wspólne działania.
Dzisiaj trzeba po prostu wyjść i o swoje zawalczyć – podkreśla.
Rolnik zaznacza, że dalsze oczekiwanie na poprawę sytuacji może nie przynieść rezultatów. Jego zdaniem gospodarze powinni wyraźnie przedstawić swoje postulaty, zwłaszcza jeśli po zakończeniu prac polowych okaże się, że poniesione straty nie przełożą się na odpowiednią wysokość pomocy.
Aplikacja suszowa nie pokazuje skali strat? Rolnicy obawiają się o rekompensaty
Jednym z głównych źródeł niezadowolenia jest sposób szacowania strat spowodowanych suszą. Komorowski wskazuje na rozbieżności między sytuacją obserwowaną na polach a wynikami uzyskiwanymi przez aplikację suszową. Jak relacjonuje, w jego otoczeniu trudno znaleźć gospodarstwa, którym system wykazałby straty przekraczające 30 proc. W przypadku jego gospodarstwa oszacowano je na zaledwie 11 proc.
Według szacunków rolnika rzeczywiste straty na polach wynoszą od 35 do 50 proc., a w niektórych gospodarstwach sięgają nawet 60 proc. Rozbieżność ma istotne znaczenie finansowe, ponieważ wysokość oszacowanych strat może wpływać na możliwość uzyskania wsparcia. Jeśli wyniki systemu nie pozwolą spełnić wymaganych kryteriów, część producentów może nie otrzymać rekompensat odpowiadających skali poniesionych szkód.
Problem dotyczy między innymi zbóż i kukurydzy. Jak opisuje Komorowski, ziarno zbóż nie wykształciło się odpowiednio, a kolby kukurydzy nie są tak dobrze wypełnione, jak powinny. Słabsze plony oznaczają mniejsze przychody ze sprzedaży, a to utrudnia finansowanie kolejnego sezonu i regulowanie zobowiązań. Rolnicy muszą ponosić koszty prowadzenia gospodarstwa niezależnie od tego, czy zbiory przyniosły oczekiwane rezultaty.
Niepewność dotyczy także pomocy do nawozów. Według Komorowskiego część gospodarzy wciąż liczy na większe wsparcie, ale ostateczna wysokość świadczeń może okazać się rozczarowująca. W rozmowie przywołał przykład gospodarstwa, w którym wyliczona pomoc miałaby wynieść około 21 zł. Taka kwota, w ocenie rolnika, nie rozwiązuje problemów finansowych producentów.
Gospodarze nadal czekają na rozstrzygnięcia, jednak wraz z zakończeniem zbiorów będą mogli skonfrontować swoje oczekiwania z rzeczywistą sytuacją finansową. Jak wskazuje "Tygodnik Poradnik Rolniczy" jeżeli pomoc okaże się niewystarczająca, a wyniki szacowania strat nie zostaną zmienione, niezadowolenie może się jeszcze pogłębić.
Zobacz także: Niepokojący raport GUS. Rolnicy wskazują, co dzieje się w gospodarstwach
Koszty produkcji przewyższają przychody. Samoobrona również ostrzega przed protestami
Trudności nie ograniczają się do strat wywołanych suszą. Komorowski prowadzi gospodarstwo, w którym utrzymuje ponad 80 sztuk bydła mięsnego ras Angus i Hereford. Jak ocenia, obecne ceny skupu w połączeniu z kosztami produkcji poważnie zagrażają opłacalności hodowli. Za najlepsze byki rolnicy mogą otrzymywać około 16 zł za kilogram żywca, natomiast słabsze sztuki, w tym bydło typu HF, osiągają ceny od 10 do 14 zł za kilogram.
Zdaniem Komorowskiego, aby produkcja była opłacalna przy ponoszonych wydatkach, cena byków odpowiedniej klasy powinna wynosić około 20 zł za kilogram żywca. Rolnik zwraca również uwagę na ograniczoną pozycję producentów w łańcuchu dostaw. W jego ocenie duże sieci handlowe i międzynarodowe przedsiębiorstwa przetwórcze mają większe możliwości wpływania na warunki handlowe niż gospodarstwa dostarczające surowiec. Jednocześnie rolnicy muszą spłacać kredyty i finansować bieżącą działalność.
O potrzebie kolejnych protestów mówi również cytowany przez "Tygodnik Poradnik Rolniczy" Marcin Wroński, zastępca przewodniczącego Związku Zawodowego Rolnictwa Samoobrona w województwie kujawsko-pomorskim. W jego ocenie sytuacja gospodarstw jest obecnie trudniejsza niż podczas protestów z 2024 roku. Wskazuje na rosnące koszty paliwa, nawozów i środków ochrony roślin, a także ceny skupu, które nie pozwalają wielu producentom pokryć wydatków.
Wroński zwraca uwagę na warunki proponowane plantatorom buraków cukrowych. Jak podaje, na nowy sezon oferuje się 26 euro za tonę, podczas gdy w 2007 roku stawka wynosiła prawie 30 euro. Według niego coraz więcej gospodarzy ogranicza produkcję lub szuka dodatkowego zatrudnienia poza rolnictwem. Krytycznie ocenia również działania rządzących i uważa, że bez zdecydowanej reakcji rolników sytuacja będzie się pogarszać.
