Rolnik przesunął kamienie przed własną posesją. Gmina grozi mu więzieniem
Konflikty na linii obywatel-urząd rzadko przybierają tak absurdalną formę, jak ten w gminie Przasnysz. Paweł Jabłonowski, mieszkaniec gminy Przasnysz, może trafić do więzienia przez… ogródek skalny. Niewinne przestawienie kilku głazów blokujących dojazd do gospodarstwa przerodziło się w poważną batalię prawną. Na szali znalazła się nie tylko wolność rolnika, lecz także dalsze funkcjonowanie jego wyspecjalizowanej produkcji.
- Policjanci nagle zjawili się u rolnika z Przasnysza
- Zaskakujący sposób gminy na zagospodarowanie terenu
- Paragrafy kontra zdrowy rozsądek w cieniu ASF
Policjanci nagle zjawili się u rolnika z Przasnysza
Historia tego sporu korzeniami sięga głębokiego PRL-u, choć jego kulminacja nastąpiła w czasach nam współczesnych. Paweł Jabłonowski prowadzi w gminie Przasnysz specjalistyczne gospodarstwo nastawione na produkcję trzody chlewnej w cyklu zamkniętym. To typ działalności, który nie znosi improwizacji - każdy proces musi być zaplanowany, a logistyka dostaw pasz i odbioru zwierząt musi działać jak w zegarku. Kluczowym elementem tej układanki jest dostęp do magazynu paszowego, który pełni również funkcje garażowe dla ciężkiego sprzętu rolniczego. Problem polega na tym, że jedyny sensowny dojazd do tej części siedliska wiedzie przez działkę nr 40, na której znajduje się zbiornik wodny.
Na działce ze stawem oznaczonej numerem 40 równolegle do granicy mojego gospodarstwa przebiega droga. Jeździli po niej moi dziadkowie, rodzice, sąsiad i ja. Droga prowadziła do mojego gospodarstwa i działki sąsiada nr 41/5. W 1993 r. moja rodzina kupiła od niego tę działkę, więc dojeżdżaliśmy nią już tylko my – mówił pan Paweł Jabłonowski w rozmowie z “Tygodnikiem Rolniczym”.
Wspomniany teren stanowił niegdyś mienie gromadzkie (majątek należący do wspólnoty wiejskiej, który po reformie samorządowej przeszedł na własność gmin), a po skomunalizowaniu stał się własnością urzędu. Przez dziesięciolecia nikt nie kwestionował prawa rodziny Jabłonowskich do korzystania z biegnącej tam drogi. Korzystali z niej dziadkowie, rodzice, a później sam pan Paweł, dojeżdżając do działki kupionej od sąsiada jeszcze w 1993 roku. Wydawało się, że status quo jest niepodważalne, dopóki lokalni włodarze nie postanowili zainwestować w estetykę krajobrazu.

Zaskakujący sposób gminy na zagospodarowanie terenu
Wszystko zmieniło się w momencie, gdy gmina Przasnysz postanowiła zrewitalizować teren wokół zbiornika wodnego. Na działce, która od pokoleń służyła jako szlak komunikacyjny, postawiono ogród skalny za kwotę 90 tysięcy złotych. Konstrukcja, choć z punktu widzenia urzędników zdobi okolicę, z perspektywy rolnika stała się fizyczną barierą odcinającą go od zaplecza paszowego.
Kamienie były ustawiane w asyście policjantów. 14 policjantów uzbrojonych było przy ustawianiu tych kamieni - mówił w programie “Państwo w Państwie” pan Paweł Jabłonowski.
Sytuacja jest o tyle poważna, że w gospodarstwie obowiązuje ścisły reżim sanitarny związany z ochroną przed wirusem ASF. W takim systemie każda zmiana tras przejazdu czy konieczność manewrowania dużymi zestawami transportowymi na ograniczonej przestrzeni zwiększa ryzyko przeniesienia patogenów, co dla producenta trzody może oznaczać wyrok śmierci dla całego stada.

Kiedy próby porozumienia z urzędem nie przyniosły efektów, a ciężarówki z paszą nie mogły dotrzeć do silosów, zdesperowany gospodarz zdecydował się na radykalny krok. Przy użyciu własnej koparki przesunął kilka głazów stanowiących część instalacji, aby udrożnić przejazd.
Prawnicy poradzili mi, abym usunął kamienie w ramach ochrony posiadania. Mam drogę i mogę zgodnie z przepisami Kodeksu cywilnego odeprzeć naruszenie w ramach tak zwanej samopomocy. Chodziło o to, aby utorować sobie ponownie dojazd do hali. Musiałem jednak wezwać policję i zrobić to w jej asyście – tłumaczył w rozmowie z “Tygodnikiem Rolniczym” pan Paweł Jabłonowski.
Reakcja urzędu była natychmiastowa i dla wielu obserwatorów szokująca: rolnik został oskarżony o kradzież mienia gminnego, mimo że kamienie fizycznie nie opuściły terenu działki, a jedynie zmieniły swoje położenie o kilka metrów.
Paragrafy kontra zdrowy rozsądek w cieniu ASF
Absurd tej sytuacji pogłębia fakt, że gmina w oficjalnych komunikatach zdaje się nie dostrzegać problemu zablokowanego dojazdu, skupiając się wyłącznie na naruszeniu integralności ich inwestycji. Dla urzędników przesunięcie kamienia to dewastacja i zabór mienia, za co zgodnie z Kodeksem karnym może grozić nawet kara pozbawienia wolności.
Pan Paweł za kradzież kamieni, które nie zostały ukradzione... Teoretycznie może być skazany na karę pozbawienia wolności i pójść do więzienia – mówi w programie “Państwo w Państwie” Małgorzata Ochman z Prokuratury Rejonowej w Przasnyszu.
Z kolei rolnik argumentuje, że działał w stanie wyższej konieczności, ratując ciągłość operacyjną swojego przedsiębiorstwa. Jak podaje Tygodnik Rolniczy, konflikt zaostrzyły niejasne wyroki sądów, które w sprawach o naruszenie posiadania nie zawsze biorą pod uwagę wieloletnie przyzwyczajenia i zasiedzenie szlaków drożnych.
Gmina twierdzi, że mogę wjechać inną drogą. To jest jednak niemożliwe. Mój grunt jest nisko położony. Zalewa go woda z pobliskiego stawu. Nie ma więc możliwości przejazdu przez większą część roku załadowanymi zbożem przyczepami. Paszarnia została wybudowana w jedynym możliwym miejscu, które położone jest najwyżej – opowiada “Tygodnikowi Rolniczemu” pan Paweł Jabłonowski.
Sprawa stała się na tyle głośna, że trafiła do programu „Państwo w Państwie”, gdzie obnażono bezduszność procedur, które przedkładają skalniak nad bezpieczeństwo żywnościowe i byt lokalnego producenta. Obecnie konflikt narasta - gmina grozi dalszymi krokami prawnymi i egzekucją odszkodowania za zniszczenie ogrodu, podczas gdy Jabłonowscy stoją przed widmem paraliżu gospodarstwa.