To nie są zwykłe szkody. Rolnicy biją na alarm, wiosna przynosi straty
Wiosna to czas niezwykle intensywnych prac w gospodarstwach rolnych. Zamiast cieszyć się pierwszymi wschodami, rolnicy toczą nierówną walkę z dziką naturą. Straty nierzadko liczone są w dziesiątkach tysięcy złotych, a producenci alarmują, że obecne prawo pozostawia ich bez należytego wsparcia.
- Wiosna kluczowa dla polskich gospodarstw
- Z tymi zwierzętami walczą rolnicy
- Ustawa utknęła w martwym punkcie, rolnicy biją na alarm
Wiosna kluczowa dla polskich gospodarstw
Gdy tylko topnieją śniegi, a temperatura gruntu rośnie, każde gospodarstwo rolne rusza do intensywnej pracy. Wiosna to kluczowy moment dla całorocznego cyklu produkcyjnego. Rolnicy uruchamiają maszyny, by rozpocząć siew, aplikować nawozy i starannie przygotowywać glebę pod nadchodzący sezon. To inwestycja, która pochłania potężne środki finansowe, czas i energię. Maszyny pracują od wczesnego świtu do późnego zmierzchu, a każda podjęta decyzja agrotechniczna niesie za sobą długofalowe konsekwencje. Ewentualny błąd na tym etapie oznacza drastyczny spadek opłacalności uprawy w czasie późnoletnich żniw. W dobie wysokich kosztów produkcji rolnicy nie mogą pozwolić sobie na pomyłki, gdyż każda zainwestowana w ziemię złotówka musi przynieść zwrot.

Zabezpieczenie jednego hektara na start sezonu wiąże się z ogromnymi nakładami. Same wydatki na certyfikowane nasiona, drożejący olej napędowy i podstawowe środki ochrony roślin to zaledwie wierzchołek finansowej góry lodowej. Skuteczne dbanie o uprawy wymaga od gospodarzy niezwykle precyzyjnego planowania i monitoringu. Rolnicy muszą chronić młode siewki przed agresywnymi chwastami, chorobami grzybowymi oraz owadami.
Stosują w tym celu drogie opryski, badają wilgotność gleby i dbają o prawidłowy rozwój systemu korzeniowego, nierzadko zmagając się z nagłymi przymrozkami. O ile z tradycyjnymi szkodnikami agrotechnika radzi sobie znakomicie, o tyle problem pojawia się w momencie, gdy zagrożenie nadlatuje z nieba. Wtedy rolnik ma całkowicie związane ręce, ponieważ ochrona chemiczna na nic się nie zda, a tradycyjne metody odstraszania zawodzą po kilku godzinach.
Z tymi zwierzętami walczą rolnicy
Dzikie ptactwo od lat traktuje świeżo obsiane pola jak suto zastawioną stołówkę. Ten narastający problem przybiera na sile z każdym rokiem, dotykając producentów rolnych w niemal całej Polsce, ze szczególnym uwzględnieniem terenów w pobliżu lasów i pojezierzy. Głównymi winowajcami są liczące setki osobników stada żurawi, dzikich gęsi, kormoranów oraz łabędzi. Ich żerowanie to systematyczna dewastacja ciężkiej pracy lokalnych rolników. Ptaki te posiadają nienasycony apetyt, a w okresie wiosennej wędrówki potrafią zniszczyć plony, na które gospodarze nierzadko zaciągali wysokie pożyczki.

Wyobraźcie sobie głośne stado liczące trzysta potężnych żurawi, które nagle ląduje na świeżo zasianym polu. Według doniesień sfrustrowanych gospodarzy ptaki w pierwszej kolejności wyjadają bogate w energię nasiona kukurydzy i pszenicy. Gdy te cenne zasoby się wyczerpią, chmara przenosi się na soczyste, zielone pędy rzepaku. Skutki takich nalotów są wręcz opłakane. Żurawie czy gęsi nie tylko zjadają cenny materiał siewny, ale również bezlitośnie tratują wschodzące rośliny swoimi masywnymi łapami. Jak informuje portal Tygodnik Rolniczy, zdesperowani rolnicy tracą wyczekiwane plony nierzadko na ogromnych powierzchniach. Całkowicie zniszczone połacie drogiej ziemi trzeba pospiesznie obsiewać na nowo, co generuje potężne, podwójne koszty zakupu nasion i paliwa. Opóźniony siew obniża ponadto biologiczny potencjał plonowania w czasie zbiorów. Straty z jednego hektara mogą bez problemu sięgać kilku tysięcy złotych.
Zobacz też: Surowe kary za takie korzystanie z traktora. Rolnicy mogą nawet stracić prawo jazdy
Ustawa utknęła w martwym punkcie, rolnicy biją na alarm
Choć państwo obejmuje wybrane gatunki zwierząt ścisłą ochroną, obowiązujące przepisy nie nakładają na nie pełnej odpowiedzialności materialnej za wszystkie wyrządzone przez te zwierzęta szkody. Niestety, prawna rzeczywistość jest dla poszkodowanych rolników znacznie bardziej skomplikowana. Ustawowe odszkodowanie, czyli finansowa rekompensata wypłacana z budżetu państwa za straty w rolnictwie, przysługuje tylko w ściśle określonych przypadkach. Zgodnie z obecnymi regulacjami lokalne urzędy pokrywają zniszczenia spowodowane głównie przez dziki, sarny, jelenie czy łosie. Z kolei z listy gatunków ściśle chronionych państwowe wsparcie obejmuje wyłącznie szkody wyrządzone przez bobry, wilki, rysie, niedźwiedzie i żubry. Skrzydlatych intruzów w tym zestawieniu nadal brakuje.
Dlaczego polskie prawo ignoruje ten palący problem? Główną wymówką urzędników od lat była trudność w bezspornym udowodnieniu, które dokładnie ptaki zniszczyły konkretną uprawę, co tłumaczono ich ogromną mobilnością. Światełkiem w biurokratycznym tunelu miała być zapowiadana nowelizacja ustawy o ochronie przyrody, czyli aktu prawnego regulującego zasady odpowiedzialności państwa za chronione zwierzęta. Plany legislacyjne zakładały wciągnięcie na listę odszkodowawczą wspomnianych żurawi, dzikich gęsi, łabędzi oraz kormoranów. Ambitny projekt przewidywał wprowadzenie prostych, zryczałtowanych stawek za każdy uszkodzony hektar. Mechanizm ten działa z powodzeniem w niektórych krajach Unii Europejskiej, gdzie rolnik zgłasza szkodę przez aplikację.
Mimo zapowiedzi ustawa, która w listopadzie 2025 roku była głosowana na komisjach sejmowych ds. rolnictwa oraz ochrony klimatu i środowiska, ostatecznie utknęła w martwym punkcie. Zamiast realnych zmian producenci rolni weszli w kolejny sezon z pustymi rękami.
Kiedyś protestowaliśmy przed Biebrzańskim Parkiem Narodowym, ale ani za PiS-u, ani za obecnej władzy nikt z tym nic nie robi. Obecny minister rolnictwa Stefan Krajewski przed wyborami też dużo mówił o szkodach wyrządzonych przez gęsi i też nic z tym nie robi – mówi Dariusz Ciochanowski, rolnik z Goniądza, cytowany przez Tygodnik Rolniczy.
W świetle prawa ptaki można jedynie płoszyć, za to jednak trzeba zapłacić 82 złote, a ponadto wskazać w jakich godzinach i w jaki sposób zamierzają tego dokonywać.