Trzy katastrofy niszczą plony. Rolnicy walczą o przetrwanie na polach

Pogoda tej wiosny nie zostawia rolnikom żadnej taryfy ulgowej. Mimo że ceny w sklepach nie odzwierciedlają jeszcze tego, co dzieje się na polach, wkrótce zmiany może odczuć każdy z nas. Co zwiastują doniesienia z terenów uprawnych?
Pogoda, która nie daje wytchnienia – dlaczego ta wiosna różni się od poprzednich
Tegoroczne warunki atmosferyczne wyraźnie odbiegają od normy – i nie chodzi tu o zwykłą kapryśność pogody. Wiosenne anomalie pogodowe uderzają z niespotykaną siłą i w wielu rejonach kraju nawarstwiają się, tworząc niemal katastrofalny scenariusz dla rolników.
Problem nie dotyczy już tylko jednego regionu czy jednej uprawy. Trzy żywioły – przymrozki, susza i grad – występują niemal jednocześnie i atakują różne części Polski. Rolnicy nie kryją frustracji. Choć jeszcze niedawno liczyli na odbudowę po trudnych sezonach, teraz znów muszą kalkulować, ile z ich pracy przepadnie.
Czym dokładnie różni się ten sezon od poprzednich? Czas trwania i intensywność zjawisk pogodowych znacznie przekroczyły typowe wiosenne normy. Sytuacja niepokoi nie tylko rolników, ale i ekonomistów, bo to, co dzieje się dziś na polach, jutro może odbić się na portfelach konsumentów.

Zboża, owoce i warzywa w odwrocie – co już wiadomo o stratach i dlaczego mogą być tylko początkiem problemów
W wielu regionach kraju przymrozki pojawiły się zbyt wcześnie i trwały zbyt długo, co sprawiło, że ich skala wyszła poza definicję „chwilowego ochłodzenia”. Jak informuje Stowarzyszenie Polskich Plantatorów Borówki, zimne masy powietrza przesuwały się przez kraj „każdej nocy przez kolejne obszary, niszcząc przyszłe plony” – podaje WP Finanse.
Plantatorzy borówki, sadownicy i producenci zbóż mierzą się z niemal całkowitym przemrożeniem kwiatów i zawiązków owoców. W niektórych miejscach, takich jak Warmia i Mazury, zniszczone zostały m.in. jabłonie, śliwy, winorośle czy brzoskwinie. Jak relacjonował dla PAP Jan Dziadkiewicz, sadownik spod Olsztyna:
Myślę, że w tym roku nie będę miał żadnych plonów. Mróz utrzymywał się wiele godzin, a temperatura sięgnęła -3 stopni.
Jeszcze gorsza sytuacja miała miejsce na Działdowszczyźnie – tam słupki rtęci spadły nawet do -5°C. Szczególnie ucierpiały rzepak i pszenica ozima, które znajdowały się w kluczowej fazie rozwoju. Niektórzy rolnicy zaczęli już likwidować zniszczone pola, zastępując je np. kukurydzą.
Równolegle z przymrozkami pojawiła się też długotrwała susza – m.in. na Opolszczyźnie, gdzie już w lutym notowano najgorsze warunki od dekady. W marcu problem rozszerzył się na inne województwa, aż w końcu cała Polska znalazła się „na czerwono” na mapach suszy rolniczej. Jak mówi Wiesław Gryn, rolnik z Zamojszczyzny, w rozmowie z WP Finanse:
Sytuacja jest bardzo trudna. Od stycznia spadło tylko 25–30 mm opadów, a powinno być między 50 a 60 mm. Za dwa tygodnie będzie wielkie larum i to przyniesie realne szkody.
Ceny mogą zaskoczyć bardziej niż pogoda – co oznaczają straty w uprawach dla naszych portfeli
To, co do tej pory było tylko zmartwieniem producentów rolnych, już wkrótce może przenieść się na konsumentów. W obliczu skumulowanych strat – od wiosennych przymrozków, przez suszę, aż po niszczące gradobicia, wielu rolników sygnalizuje, że plony będą znacznie niższe niż zakładano. To oznacza jedno – wzrost cen żywności jest niemal nieunikniony.
Na Lubelszczyźnie grad spowodował straty sięgające 100 proc. w niektórych uprawach – głównie rzepaku i porzeczki. Jak informował starosta biłgorajski Andrzej Szarlip:
Rolnicy mówią, że są takie miejsca, gdzie jest nawet do 100 proc. zniszczeń, bo kwiatostany i młode gałązki zostały wszystkie obite przez grad. W takich przypadkach plonów w tym roku nie będzie albo będą kilkuprocentowe.

Niestety, wielu rolników nie otrzyma odszkodowań – część ubezpieczeń od gradobicia działa dopiero od maja. Jak zaznacza Gustaw Jędrek, prezes Lubelskiej Izby Rolniczej, w rozmowie z WP Finanse:
W takich przypadkach nie ma możliwości sporządzenia aneksu – ubezpieczenie zwyczajnie nie działa.
To nie koniec problemów – trudności z ubezpieczeniami dotyczą nie tylko gradobicia, ale i całego sektora upraw wysokowartościowych, jak sady czy plantacje jagodowe. Gdy rolnicy nie są w stanie zabezpieczyć swoich upraw, a przyroda staje się coraz bardziej nieprzewidywalna, skutki odbijają się na całym łańcuchu dostaw.
W efekcie eksperci spodziewają się podwyżek cen takich produktów jak owoce sezonowe, warzywa, zboża i oleje roślinne. Jeśli sytuacja pogodowa się nie poprawi, sklepy mogą zacząć odczuwać niedobory, a klienci – wzrosty cen, które w porównaniu do zeszłego roku będą odczuwalne. W grę wchodzi nie tylko ograniczona dostępność, ale też presja inflacyjna, która może wpłynąć na całą gospodarkę.
Czy w takim razie czeka nas drożyzna podobna do tej z czasów kryzysu energetycznego? Wszystko wskazuje na to, że wiosna 2025 może przejść do historii jako jedna z najtrudniejszych dla polskiego rolnictwa – a efekty tego kryzysu mogą sięgać znacznie dalej niż pola i sady.




































