Inspektorzy sprawdzili sklepowe mięso. Mnóstwo nieprawidłowości, Polacy nie wiedzą, co kupują
Nie chodzi o smak ani bezpieczeństwo. Najnowsza kontrola rynku mięsa czerwonego pokazała, że problem leży gdzie indziej – tam, gdzie konsument podejmuje decyzję zakupową. Inspektorzy sprawdzili, czy „świeże” rzeczywiście znaczy świeże i czy informacje na ladzie są zgodne z prawem.
- Czy mięso było nastrzykiwane wodą lub dodatkami?
- Jakie błędy najczęściej popełniają sprzedawcy?
- Za co grożą kary producentom i sklepom?
Świeże mięso bez dodatków. Prawo jest jednoznaczne
Zgodnie z przepisami świeże mięso – np. karkówka, szynka czy goleń – nie może zawierać żadnych dodatków technologicznych. Zakazane są m.in. woda dodana, konserwanty, fosforany czy karagen. Dopuszczalne są wyłącznie podstawowe procesy: chłodzenie, mrożenie (w tym szybkie), pakowanie próżniowe lub w atmosferze ochronnej.
Każda ingerencja wykraczająca poza te działania zmienia charakter produktu. Mięso przestaje być „świeże” w rozumieniu prawa i musi być oznakowane jako produkt przetworzony. To kluczowe, bo konsument ma prawo wiedzieć, czy kupuje surowiec, czy wyrób z dodatkami.
Kontrola wykazała, że pod względem jakości fizycznej i składu mięso spełniało normy. Badania laboratoryjne nie potwierdziły niedozwolonego nastrzyku.

Mięso mielone i marynowane – inne zasady, inne obowiązki
Wyjątek stanowi mięso mielone. Tu dopuszczalny jest dodatek soli – maksymalnie do 1 proc. W takiej sytuacji obowiązkowy jest pełny wykaz składników.
Jeszcze inne zasady obowiązują przy mięsie marynowanym i przyprawionym, często sprzedawanym jako „grillowe”. Taki produkt nie jest już traktowany jako świeży. To wyrób przetworzony, który musi mieć podaną listę składników. Co istotne, w tym przypadku nie ma obowiązku podawania kraju pochodzenia surowca.
Różnice te mają znaczenie praktyczne. Konsument może sądzić, że kupuje świeże mięso, podczas gdy w rzeczywistości nabywa produkt poddany obróbce z dodatkami.
46 kontroli, 21 zakwestionowanych partii. Problemem oznakowanie
Ogólnopolską kontrolę przeprowadziła Inspekcja Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych. Sprawdzono 46 podmiotów. Nieprawidłowości stwierdzono w 8 z nich, czyli w 17,4 proc. skontrolowanych miejsc.
Badania laboratoryjne wypadły pozytywnie – żadna z próbek mięsa wieprzowego nie wykazała naruszeń związanych z niedozwolonym nastrzykiem.
Znacznie gorzej oceniono jednak oznakowanie. Inspektorzy zakwestionowali 21 partii mięsa (15,3 proc.). To właśnie informacja dla konsumenta okazała się najsłabszym ogniwem rynku.
Najczęstsze manipulacje: flaga, hasła marketingowe, mała czcionka
Kontrole wykazały powtarzające się błędy, które mogą wprowadzać klientów w błąd.
Najczęstsze nieprawidłowości to:
– oznaczanie mięsa jako polskiego (z flagą), mimo że pochodziło z Hiszpanii,
– stosowanie haseł typu „mięso bez nastrzyku”, choć nastrzyk w świeżym mięsie i tak jest zakazany,
– brak pełnej nazwy elementu lub gatunku,
– zbyt mała, trudna do odczytania informacja o kraju pochodzenia.
Prawo wymaga jasnego wskazania gatunku zwierzęcia, nazwy elementu (np. łata wołowa, karkówka), kraju pochodzenia oraz – w przypadku sprzedaży luzem – czytelnego oznaczenia przy produkcie. Skróty typu „b/k” nie są wystarczające.
Wnioski z kontroli są jednoznaczne: jakość mięsa nie budzi zastrzeżeń, ale przejrzystość informacji wciąż wymaga poprawy. Dla branży to sygnał, że w czasach rosnącej konkurencji kluczowa staje się nie tylko cena, lecz także transparentność wobec konsumenta.
Źródła: Rolnik Info