Unia Europejska chce kolejnej umowy. Rolnicy mogą na tym ucierpieć
Unia Europejska ma już za sobą porozumienia handlowe z Ukrainą, Mercosurem i Indiami, a teraz coraz więcej wskazuje na to, że lista partnerów spoza Wspólnoty znów się wydłuży. W tle pojawia się kolejna duża umowa, a Ursula von der Leyen ma już planować podróż związaną z domknięciem rozmów. Dla rolników to ważny sygnał, bo każde takie porozumienie oznacza nie tylko nowe możliwości handlowe, ale też ryzyko większej presji konkurencyjnej na rynku unijnym.
- Kolejna umowa handlowa poza UE coraz bliżej
- Jak wcześniejsze porozumienia odbiły się na rolnictwie
- Co dla polskich producentów może oznaczać nowa umowa
Unia otwiera się na kolejnego partnera spoza Wspólnoty. Sprawa wygląda na bardzo zaawansowaną
Umowy handlowe z krajami spoza Unii mają dla państw członkowskich duże znaczenie gospodarcze. Z jednej strony otwierają nowe rynki zbytu, wzmacniają łańcuchy dostaw i zwiększają wymianę towarową, z drugiej potrafią mocno uderzać w sektory wrażliwe, zwłaszcza w rolnictwo. To właśnie dlatego każda nowa umowa jest uważnie śledzona nie tylko przez eksporterów i przemysł, ale też przez producentów żywności, którzy obawiają się napływu tańszych towarów z zewnątrz.
Dziś na horyzoncie pojawia się kolejne porozumienie. Reuters informował 16 marca, że Unia Europejska ze swoim potencjalnym nowym partnerem sygnalizują wyraźny postęp w negocjacjach, a po rozmowie z komisarzem UE Marošem Šefčoviciem obie strony mówiły o zbliżaniu się do finału.
Według tych doniesień Ursula von der Leyen może wkrótce udać się w podróż, by dopiąć i podpisać umowę, choć sam wyjazd nie został jeszcze oficjalnie potwierdzony przez Komisję Europejską. W dalszej części przyglądamy się więc bliżej temu porozumieniu: jakie mogą być jego warunki, gdzie leżą punkty sporne i co w praktyce może ono oznaczać dla polskiego rolnictwa.

Wcześniejsze umowy już pokazały, że rolnictwo bywa najbardziej wrażliwym obszarem
Rolnictwo w państwach UE od dawna należy do tych sektorów, które najmocniej odczuwają skutki nowych porozumień handlowych. Dobrym przykładem jest zmieniona umowa z Ukrainą w ramach DCFTA. Rada UE 13 października 2025 r. zgodziła się na redukcję lub zniesienie ceł dla części produktów rolno-spożywczych, a wcześniej Komisja i Ukraina uzgodniły nowe poziomy kontyngentów taryfowych dla szeregu towarów. W obiegu publicznym najmocniej wybrzmiały podwyższone limity dla części wrażliwych produktów.
Chodziło m.in. o wzrost limitów na:
- cukier – z 20 tys. ton do 100 tys. ton,
- miód – z 6 tys. ton do 35 tys. ton,
- etanol – ze 100 tys. ton do 125 tys. ton,
- mięso drobiowe – z 90 tys. ton do 120 tys. ton,
- jaja – z 6 tys. ton do 18 tys. ton,
- sok jabłkowy – z 10 tys. ton do 30 tys. ton.
Na tym jednak nie koniec. W styczniu 2026 r. podpisano także umowy UE–Mercosur, a dokumenty dotyczące podpisania i tymczasowego stosowania części handlowej zostały później opublikowane w unijnych materiałach i Dzienniku Urzędowym UE.
Z kolei 26 stycznia 2026 r. Komisja Europejska ogłosiła zakończenie negocjacji umowy z Indiami. Komisja zapewniała przy tym, że najbardziej wrażliwe sektory rolne UE mają pozostać chronione, bo z liberalizacji wyłączono m.in. wołowinę, mięso drobiowe, ryż i cukier. Mimo to dla rolnictwa każda kolejna umowa oznacza wzrost presji i pytanie o to, gdzie kończy się ochrona rynku. Teraz do tego grona ma dołączyć jeszcze Australia.

Australia wraca do gry. To właśnie tu rolnictwo od początku było kością niezgody
Rozmowy UE z Australią ciągną się od 2018 r., ale w 2023 r. praktycznie się załamały. Główny spór dotyczył rolnictwa, przede wszystkim dostępu australijskiej wołowiny i jagnięciny do rynku UE, a także innych wrażliwych dla unijnych producentów produktów rolnych. Reuters przypomniał, że właśnie kwestie rolnicze były jednym z głównych powodów zablokowania rozmów w 2023 r. Teraz jednak rozmowy zostały wznowione, a sygnały z połowy marca 2026 r. wskazują, że finał może być bardzo blisko.
Według najnowszych doniesień Ursula von der Leyen może polecieć do Australii już w weekend 21–22 marca, aby dopiąć polityczne porozumienie i ewentualnie uczestniczyć w ceremonii podpisania umowy. Sama Komisja oficjalnie tego jeszcze nie potwierdziła, ale Reuters i inne media branżowe podają, że taki scenariusz jest realny. W praktyce oznaczałoby to powrót do umowy, którą wcześniej udało się zatrzymać właśnie z powodu obaw o rolnictwo.
Krytycy porozumienia zwracają uwagę, że większe otwarcie rynku UE na towary rolne z Australii może osłabić pozycję europejskich producentów, zwłaszcza na rynku wołowiny i jagnięciny.
Dla polskiego rolnictwa to ryzyko kolejnej fali konkurencji po Ukrainie i Mercosur. Nawet jeśli dokładne warunki umowy nie zostały jeszcze publicznie ujawnione, sam kierunek negocjacji pokazuje, że rolnictwo znów znalazło się w centrum sporu o granice liberalizacji handlu. Dla gospodarstw oznacza to niepewność, a dla branży wołowej i części producentów żywności — realną obawę o opłacalność produkcji.
Unia Europejska po Ukrainie, Mercosur i Indiach może wkrótce dopisać do listy kolejnego partnera handlowego spoza Wspólnoty. Z perspektywy Brukseli to element większej strategii handlowej i geopolitycznej. Z perspektywy rolników to jednak kolejny sygnał, że sektor rolny pozostaje jednym z pierwszych obszarów, na których odbijają się skutki takich porozumień. Jeśli umowa z Australią rzeczywiście zostanie domknięta w najbliższych dniach, dyskusja o jej wpływie na polskie rolnictwo dopiero się na nowo zacznie.