Na 30 hektarach zbudowali dochodowy biznes. Na tej uprawie zarabiają przez cały rok
Rolnicy z Wielkopolski pokazali, że nawet na 30 hektarach można zbudować dochodowy biznes. Postawili na niszową produkcję, która przynosi im przychód przez cały rok. Ich gospodarstwo to przykład, że w rolnictwie wciąż da się zarabiać dzięki dobremu pomysłowi i konsekwencji. Jaki był ich sposób na sukces?
- Pomysł na dochodową produkcję na 30 hektarach
- Niszowy produkt, który daje zarabiać przez cały rok
- Model gospodarstwa oparty na własnej energii i stałych odbiorcach
W rolnictwie nie jest łatwo, ale niektórzy potrafią znaleźć własną drogę
Praca w rolnictwie od dawna należy do najbardziej wymagających zajęć. To trudny i złożony temat, bo na opłacalność produkcji wpływają zarówno warunki klimatyczne naszego kraju, jak i polityka rolna prowadzona na poziomie krajowym oraz unijnym. Rolnik musi dziś radzić sobie jednocześnie z niestabilną pogodą, kosztami energii, cenami nawozów, wymaganiami środowiskowymi i zmiennym rynkiem zbytu.
W praktyce oznacza to, że samo posiadanie ziemi coraz częściej nie wystarcza. Trzeba szukać przewagi, specjalizacji albo nowego kierunku, który pozwoli wyróżnić gospodarstwo i uniezależnić się od typowych wahań rynku zbóż czy trzody. Jedni stawiają na przetwórstwo, inni na sprzedaż bezpośrednią, a jeszcze inni na mniej oczywiste, niszowe uprawy. I właśnie do tej ostatniej grupy można zaliczyć rolników z Wielkopolski, którzy zbudowali dochodową działalność dzięki produkcji, na którą wielu gospodarzy nawet by nie postawiło. Jaki był ich pomysł?
Rolnicy z Wielkopolski postawili na boczniaka. To wciąż niszowy, ale ceniony produkt
Odpowiedź brzmi: boczniak. To grzyb jadalny, który w Polsce nadal pozostaje znacznie mniej popularny niż pieczarka, ale od lat ma swoich wiernych odbiorców. Boczniak jest ceniony zarówno za smak, jak i za walory odżywcze. W kuchni wykorzystuje się go do zup, sosów, dań wegetariańskich, farszów czy dań smażonych, a wielu konsumentów traktuje go jako ciekawą alternatywę dla mięsa.
Nie bez znaczenia są też jego właściwości prozdrowotne. Boczniak zawiera witaminy, błonnik i związki bioaktywne, dlatego często bywa wskazywany jako produkt wartościowy w codziennej diecie. Problem polega jednak na tym, że choć jest rozpoznawalny, nadal nie należy w Polsce do masowych produktów pierwszego wyboru.
To właśnie sprawia, że jego uprawa może wydawać się ryzykowna. Niszowy produkt oznacza z jednej strony szansę na lepszą cenę, ale z drugiej wymaga dobrego pomysłu na organizację produkcji, logistykę i sprzedaż. Jak więc rolnicy sprawili, że uprawa tego wciąż niszowego w Polsce grzyba stała się dochodowym biznesem?

Historia gospodarstwa z Królikowa. Tak zbudowali swój biznes
Historię Anety i Błażeja Szczecińskich z miejscowości Królików opisał portal Wieści Rolnicze. Rolnicy przejęli rodzinne gospodarstwo i zamiast opierać je wyłącznie na klasycznej produkcji polowej, nadali mu nowy kierunek. Choć dysponują areałem około 30 hektarów, gospodarują głównie na słabych glebach, gdzie dominuje żyto. I właśnie to niepozorne zboże okazało się jednym z fundamentów ich sukcesu.
Kluczowa okazała się słoma. To nią ogrzewają dom oraz obiekty, w których prowadzona jest uprawa grzybów. Przy obecnych kosztach energii taki model daje ogromną przewagę, bo znacząco ogranicza stałe wydatki. Jak podkreślali bohaterowie reportażu, ich kocioł na słomę zasila około 2500 metrów kwadratowych powierzchni. Dzięki temu mogą utrzymać całoroczną produkcję przy niższych kosztach niż gospodarstwa uzależnione od gazu czy węgla.
Sam pomysł na boczniaki pojawił się kilkanaście lat temu. Dziś gospodarstwo działa dzięki 18 tunelom foliowym. Rolnicy kupują gotowe, spasteryzowane podłoże zaszczepione grzybnią, a następnie prowadzą kolejne etapy produkcji: inkubację, owocowanie, zbiór, chłodzenie i sortowanie. Jeden cykl trwa około trzech miesięcy, a dzięki temu w każdej hali możliwe są cztery rzuty rocznie.

Skala robi wrażenie. Z jednej hali uzyskują około 1,5 tony grzybów na cykl, co w skali roku daje około 100–110 ton towaru. Takiej produkcji nie dałoby się utrzymać bez zaplecza logistycznego i organizacyjnego, dlatego w gospodarstwie wszystko jest podporządkowane jednej zasadzie: nic nie może się marnować. Zużyte podłoże po boczniakach trafia na pryzmę, kompostuje się, a potem wraca na pola jako nawóz poprawiający strukturę gleby. To pozwala ograniczyć wydatki na nawozy sztuczne.
Cena kilograma boczniaka może wynosić od około 10 do 15 zł, zależnie od jakości i sposobu przygotowania towaru. To właśnie ta relacja między ceną, skalą produkcji i kontrolą kosztów sprawia, że cały model się spina.