Nawet 30 tys. zł kary dla właścicieli działek. Rząd ucina proceder, zmiana po 27 latach
Choć wydawać by się mogło, że świadomość Polaków ewoluowała, służby co roku wyjeżdżają do tysięcy zdarzeń wywołanych przez człowieka. Tym razem ustawodawca postanowił zakończyć politykę pobłażliwości. Zmiana przepisów, wprowadzona po blisko trzech dekadach obowiązywania starych regulacji, oznacza finansowe trzęsienie ziemi dla wielu rolników. W praktyce grzywny wzrosły z 5 do 30 tysięcy złotych.
- Służby masowo interweniują w tej sprawie
- Rolnicy wciąż to robią, choć to nielegalne
- Przepisy będą bardziej surowe, kara do 30 tys. zł
Służby masowo interweniują w tej sprawie
Początek wiosny to w kalendarzu straży pożarnej moment, w którym stan gotowości bojowej wchodzi na najwyższy poziom. Zagrożenie pożarowe drastycznie wzrasta wówczas nie z powodu upałów, lecz działalności człowieka. Przełom zimy i wiosny tworzy specyficzne warunki, w których wysuszona roślinność staje się idealną pożywką dla ognia.
Wystarczy chwila nieuwagi lub celowe działanie, by ognisko na łące zamieniło się w żywioł nie do opanowania. Zjawisko to jest na tyle powszechne, że choć w ogólnych statystykach Państwowej Straży Pożarnej dominują obecnie tzw. miejscowe zagrożenia, wiosenne pożary traw wciąż stanowią liczną i angażującą grupę interwencji. Angażują one ogromne siły i środki, odrywając ratowników od zdarzeń, w których bezpośrednio zagrożone jest ludzkie życie.

Bezpieczeństwo pożarowe to system naczyń połączonych, a nieodpowiedzialność na terenie prywatnym może mieć katastrofalne skutki dla całej okolicy. Ogień z łąk błyskawicznie przenosi się na obszary leśne i zabudowania gospodarcze, nierzadko zagrażając domom mieszkalnym. Co więcej, gęsty dym powstający podczas wypalania traw, często w pobliżu dróg krajowych i autostrad, drastycznie ogranicza widoczność, stając się bezpośrednią przyczyną karamboli i kolizji. Mimo wieloletnich kampanii społecznych, w wielu regionach Polski wciąż pokutuje przekonanie, że ogień jest najtańszą metodą porządkowania terenu. W świetle nowych regulacji to myślenie może okazać się najdroższym błędem w życiu właściciela gruntu.
Rolnicy wciąż to robią, choć to nielegalne
Fundamentalnym problemem napędzającym wypalanie traw jest głęboko zakorzeniony mit agrarny, niemający potwierdzenia w nauce. Część rolników wciąż wierzy, że ogień użyźni glebę i zniszczy chwasty, co przełoży się na obfitszy plon. Rzeczywistość jest diametralnie inna. Wypalanie traw to proces prowadzący do degradacji i wyjałowienia ziemi. Wysoka temperatura zabija mikroorganizmy odpowiedzialne za tworzenie próchnicy, niszczy system korzeniowy roślin i eliminuje dżdżownice naturalnie spulchniające glebę. Zamiast żyznego pola, po przejściu ognia pozostaje martwa, zbita skorupa, znacznie gorzej chłonąca wodę i podatna na erozję wietrzną.

Skutki dla lokalnego ekosystemu są dewastujące. Płomienie nie wybierają ofiar, w pożarach łąk giną tysiące pożytecznych owadów, w tym pszczoły i trzmiele, a także drobne kręgowce: jeże, zające, płazy i ptaki gnieżdżące się na ziemi. Działanie mające w zamyśle uporządkować teren, w praktyce zamienia go w biologiczną pustynię. Działka poddana takiej obróbce termicznej wymaga później znacznie większych nakładów finansowych na nawożenie i rekultywację. Istotny jest również aspekt chemiczny, dym z płonących traw zawiera szereg toksycznych związków, które osiadają w okolicy, zatruwając powietrze.
Zobacz też: Upadła wielka polska przetwórnia. Zadłużenie sięga 250 mln złotych, ale nadal zarabia
Przepisy będą bardziej surowe, kara do 30 tys. zł
Skala problemu oraz nieskuteczność dotychczasowych środków prewencyjnych skłoniły ustawodawcę do radykalnego zaostrzenia kursu. Przez 27 lat przepisy dotyczące kar za nielegalne wypalanie traw pozostawały nieadekwatne do realiów ekonomicznych, a niska górna granica grzywny nie pełniła funkcji odstraszającej. Nowelizacja przepisów o ochronie przeciwpożarowej i Kodeksu wykroczeń zmienia zasady gry. Obecnie kary za ten proceder mogą sięgać poziomu oznaczającego dla wielu gospodarstw domowych finansową ruinę.
Zgodnie z nowymi regulacjami sprawa nie kończy się już na pouczeniu czy mandacie rzędu kilkuset złotych. Artykuł 82 Kodeksu wykroczeń przewiduje teraz znacznie surowsze sankcje. Za wypalanie traw, łąk, pastwisk, nieużytków, rowów, pasów przydrożnych, szlaków kolejowych oraz trzcinowisk i szuwarów grozi kara ograniczenia wolności albo grzywny, której wysokość może wynieść nawet 30 tysięcy złotych. Równocześnie zniesiono możliwość ukarania sprawcy naganą. To drastyczny skok w porównaniu do poprzednich lat. Tak wysoka grzywna może zostać orzeczona przez sąd, a mandaty nakładane bezpośrednio przez funkcjonariuszy również zostały podniesione.
Ustawodawca wysyła jasny sygnał: państwo przestaje tolerować bezmyślne niszczenie środowiska. Odpowiedzialność finansowa to jednak nie jedyna konsekwencja. Jeśli w wyniku wypalania traw dojdzie do pożaru zagrażającego życiu lub zdrowiu wielu osób albo mieniu w wielkich rozmiarach, sprawca podlega karze pozbawienia wolności nawet do 10 lat. Ponadto Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa ma prawo do nałożenia kar finansowych na rolników, w tym zmniejszenia lub całkowitego odebrania dopłat bezpośrednich za dany rok. W obliczu nowych przepisów tradycyjna kosiarka czy mulczowanie okazują się rozwiązaniem nieporównywalnie tańszym.