Tragiczny finał kuligu. Traktor najechał na sanki, lądował śmigłowiec LPR
Zima w Polsce to czas beztroskich zabaw na śniegu, ale statystyki służb ratunkowych każdego roku weryfikują nasze poczucie bezpieczeństwa. Tradycyjny kulig, kojarzony z sielanką i dzwonkami coraz częściej zmienia się w dramat. Tak stało się w Wielkopolsce, gdzie rodzinna przejażdżka za ciągnikiem rolniczym zakończyła się interwencją śmigłowca LPR.
- Kuligi z długą tradycją w Polsce
- Takie kuligi mogą być niebezpieczne
- Tragiczny wypadek podczas kuligu
Kuligi z długą tradycją w Polsce
Okres zimowy w naszej szerokości geograficznej to dla służb ratunkowych czas wzmożonej pracy, a dla społeczeństwa sprawdzian z wyobraźni. Niskie temperatury, oblodzone drogi i szybko zapadający zmrok to czynniki, które naturalnie zwiększają ryzyko nieszczęśliwych wypadków, jednak spora część tragedii rozgrywających się w scenerii białego puchu jest wynikiem ludzkiej lekkomyślności. Strażacy niemal codziennie wyjeżdżają do pożarów spowodowanych dogrzewaniem mieszkań niesprawnymi piecykami, a ratownicy medyczni walczą ze skutkami wychłodzenia organizmów.

Jednak szczególną kategorię zdarzeń stanowią te, które miały być formą rekreacji. Polacy spragnieni zimowych wrażeń często zapominają, że fizyka na lodzie działa inaczej niż na asfalcie, a brawura w połączeniu z ciężkim sprzętem mechanicznym to gotowy przepis na katastrofę. W naszej kulturze kulig zajmuje miejsce szczególne. Historycznie była to rozrywka szlachty i magnaterii, orszak sań zaprzężonych w konie, z pochodniami i muzyką, mknący przez zaśnieżone lasy, był symbolem karnawałowej radości. Dziś profesjonalne kuligi organizowane w turystycznych regionach, takich jak Podhale czy Beskidy, wciąż starają się nawiązywać do tych bezpiecznych tradycji, używając atestowanych sań i wyznaczonych tras.
Niestety, w nizinnej części kraju, gdzie dostęp do koni jest ograniczony, a potrzeba adrenaliny wysoka, tradycja ta uległa groźnej ewolucji. Miejsce zwierząt zajęły samochody terenowe, quady, a na terenach wiejskich potężne ciągniki rolnicze. Drewniane, stabilne sanie zastępowane są często przez plastikowe ślizgacze, worki wypchane sianem czy stare opony, które przyczepia się do haka holowniczego za pomocą zwykłej linki. Taka organizacja czasu wolnego, choć wydaje się niewinną zabawą dla sąsiadów i rodziny, całkowicie pomija kwestie bezpieczeństwa, zamieniając uczestników zabawy w pasażerów bez żadnej kontroli nad torem jazdy.
Takie kuligi mogą być niebezpieczne
Służby mundurowe od lat apelują o rozsądek, przypominając, że organizacja kuligu za pojazdem mechanicznym na drogach publicznych jest surowo zabroniona. Zgodnie z przepisami ruchu drogowego, kierowca ciągnący za samochodem czy traktorem osoby na sankach popełnia wykroczenie, za które grozi wysoki mandat oraz punkty karne. Jednak sankcje finansowe, choć dotkliwe, są niczym w porównaniu z ryzykiem utraty życia lub trwałego kalectwa. Policjanci podkreślają, że najgroźniejszym momentem takiej przejażdżki jest hamowanie oraz pokonywanie zakrętów.
Sanki, nieposiadające własnego układu hamulcowego ani sterowniczego, podlegają bezwładności. W momencie gwałtownego zatrzymania pojazdu ciągnącego, rozpędzone sanki wbijają się w jego tył. Jeszcze groźniejsza sytuacja ma miejsce na łukach drogi, gdzie działa siła odśrodkowa. Lekkie sanki są wówczas wyrzucane na zewnątrz zakrętu, co często kończy się uderzeniem w drzewo, płot, zaparkowany samochód lub wpadnięciem pod koła nadjeżdżającego z naprzeciwka pojazdu. W przypadku kuligów organizowanych przy użyciu maszyn rolniczych dochodzi jeszcze jeden czynnik ryzyka: ogromna masa i wielkość kół ciągnika.

Traktorzysta, siedząc w głośnej kabinie, często nie słyszy krzyków ostrzegawczych, a widoczność do tyłu jest mocno ograniczona, zwłaszcza gdy ciągnie za sobą sznur kilku par sanek. Wystarczy chwila nieuwagi, nierówność terenu czy zbyt gwałtowny manewr kierownicą, by zabawa zmieniła się w dramat. Mimo corocznych kampanii informacyjnych i nagłaśniania kolejnych tragedii, ułańska fantazja wciąż bierze górę nad zdrowym rozsądkiem. Wiele osób błędnie zakłada, że skoro kulig odbywa się na polnej drodze, z dala od głównego ruchu, to ryzyko jest minimalne. To złudne poczucie bezpieczeństwa jest najczęstszą przyczyną wypadków, w których ofiarami są zazwyczaj dzieci i ich opiekunowie.
Zobacz też: Takiego ogrodzenia już nie postawisz na posesji. Nowy zakaz wchodzi w 2026 r.
Tragiczny wypadek podczas kuligu
Zimowa zabawa w Starym Borowcu w gminie Grodziec (powiat koniński) zakończyła się poważnym wypadkiem, w wyniku którego ranne zostały dwie osoby, 45-letnia kobieta oraz jej 15-letnia córka. Do zdarzenia doszło we wtorek, 6 stycznia, po godzinie 13, podczas kuligu zorganizowanego z użyciem ciągnika rolniczego. Stan nastolatki okazał się na tyle poważny, że konieczne było przetransportowanie jej do szpitala śmigłowcem Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Jak wynika z informacji przekazanych przez służby ratunkowe, zgłoszenie o wypadku wpłynęło do Stanowiska Kierowania Komendanta Miejskiego Państwowej Straży Pożarnej w Koninie o godzinie 13.31. Na miejsce natychmiast skierowano strażaków, policję oraz zespoły ratownictwa medycznego. W akcji uczestniczyli strażacy z Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej nr 2 w Koninie, a także druhowie z Ochotniczych Straży Pożarnych w Grodźcu i Lądku.
Z wstępnych ustaleń policji wynika, że 39-letni mężczyzna kierujący ciągnikiem rolniczym ciągnął kilka zestawów sanek z uczestnikami kuligu. W pewnym momencie jeden z zestawów odczepił się, co doprowadziło do zatrzymania pojazdu. Podczas wysiadania kierowcy, z nieustalonych dotąd przyczyn, ciągnik zaczął się cofać. Cofający się pojazd najechał na pierwsze sanki znajdujące się bezpośrednio za nim, na których siedziały 45-letnia kobieta oraz jej 15-letnia córka. Po przybyciu na miejsce strażacy zastali dwie ranne osoby. Ich działania polegały na zabezpieczeniu miejsca zdarzenia oraz udzieleniu poszkodowanym kwalifikowanej pierwszej pomocy. Następnie 45-letnia kobieta została przewieziona do szpitala karetką zespołu ratownictwa medycznego. Jej córkę, ze względu na odniesione obrażenia, zdecydowano się przetransportować do szpitala śmigłowcem Lotniczego Pogotowia Ratunkowego.
Po wypadku służby po raz kolejny apelują o rozwagę i przestrzeganie przepisów bezpieczeństwa. Przypominają, że choć kuligi są kojarzone z tradycyjną zimową rozrywką, mogą stanowić poważne zagrożenie dla zdrowia i życia, zwłaszcza gdy organizowane są w nieodpowiednich warunkach. Policja i straż pożarna podkreślają, że ciągnięcie sanek po drogach publicznych jest zabronione, a tego typu zabawy powinny odbywać się wyłącznie w bezpiecznych, odpowiednio przygotowanych miejscach. Okoliczności wypadku w Starym Borowcu bada policja.