Rolnicy robią tak od dziesięcioleci. Jeden dokument może zdecydować o ogromnej karze
W polskim rolnictwie wiele rozwiązań stosuje się od dziesięcioleci. Część z nich jest dla gospodarzy tak oczywista, że trudno byłoby uznać je za szczególny sposób gospodarowania odpadami. Przepisy mogą jednak kwalifikować takie działania zupełnie inaczej niż sami rolnicy. W konsekwencji brak odpowiedniego zezwolenia może oznaczać dodatkowe formalności, wydane pieniądze, a w skrajnych przypadkach nawet bardzo wysoką karę.
Problem ponownie trafił na biurka urzędników po apelu organizacji rolniczych. Chodzi o praktykę powszechną zwłaszcza w gospodarstwach zajmujących się produkcją mleka i hodowlą bydła. Resort rolnictwa również chce uproszczenia obecnych zasad.
Rolnicy wykorzystują wiele materiałów ponownie. Przepisy o odpadach stawiają jednak konkretne wymagania
Gospodarstwo rolne wytwarza i wykorzystuje wiele różnych materiałów, które po zakończeniu pierwotnego zastosowania mogą znaleźć kolejne przeznaczenie. Z punktu widzenia gospodarza jest to często zwykłe ponowne wykorzystanie rzeczy, która nadal pozostaje przydatna i pozwala uniknąć zakupu nowego wyposażenia.
Z punktu widzenia prawa sytuacja może być bardziej skomplikowana. Jeżeli określony przedmiot uzyskał status odpadu, jego dalsze wykorzystanie może zostać potraktowane jako odzysk albo przetwarzanie odpadów. To z kolei może oznaczać konieczność spełnienia wymagań, których rolnik nie kojarzy z codzienną działalnością gospodarstwa.

Ma to szczególne znaczenie w produkcji zwierzęcej. Przy przygotowywaniu pasz na zimę kluczowe jest ich właściwe zabezpieczenie przed dostępem powietrza i wilgocią. Materiał musi być odpowiednio ubity, osłonięty i zabezpieczony przez cały okres przechowywania. Nieszczelność może pogorszyć przebieg fermentacji oraz doprowadzić do strat paszy.
Gospodarze od lat wykorzystują więc proste i tanie sposoby zabezpieczania przygotowanych zapasów. Często wybierają materiały trwałe, ciężkie i nadające się do wielokrotnego wykorzystania.
Problem zaczyna się wtedy, gdy taki przedmiot z punktu widzenia przepisów nie jest już zwykłym wyposażeniem gospodarstwa, lecz odpadem. Właśnie z taką sytuacją mierzą się dziś rolnicy.
Chodzi o opony na pryzmach z kiszonką. Prawo traktuje je jak odpady
Jednym z najczęściej spotykanych widoków w gospodarstwach hodowlanych są stare opony ułożone na folii zabezpieczającej pryzmę z kiszonką. Ich zadaniem jest dociśnięcie przykrycia, tak aby wiatr go nie podnosił, a do zakiszanego materiału nie dostawało się powietrze.
Dla rolników rozwiązanie ma kilka oczywistych zalet. Zużyte opony są ciężkie, wytrzymałe, odporne na warunki atmosferyczne i mogą być używane przez wiele sezonów. Nie trzeba też co roku kupować nowych obciążników.
Problem polega na ich statusie prawnym. Zużyte opony zostały ujęte w katalogu odpadów pod kodem 16 01 03. Ministerstwo Klimatu i Środowiska wskazywało już wcześniej, że wykorzystywanie opon mających status odpadu do obciążania folii zabezpieczającej kiszonkę może być traktowane jako proces odzysku odpadów.

To oznacza, że sam fakt korzystania z nich wyłącznie na potrzeby własnego gospodarstwa nie musi zwalniać rolnika z obowiązków wynikających z ustawy o odpadach. W określonych przypadkach konieczne może być uzyskanie zezwolenia na ich przetwarzanie.
W zależności od sytuacji odpowiedni wniosek składa się do właściwego starosty albo marszałka województwa. Dokumentacja obejmuje m.in. informacje o rodzaju i ilości odpadów oraz miejscu ich wykorzystywania. Sama opłata skarbowa za wydanie zezwolenia wynosi 616 zł.
Dla gospodarzy oznacza to więc formalności i dodatkowe pieniądze związane z rozwiązaniem, które w praktyce stosują często od dziesięcioleci. Jeżeli ktoś nie chce korzystać z takiego trybu, pozostają inne sposoby zabezpieczenia kiszonki, np. worki z piaskiem czy specjalistyczne obciążniki.
Zobacz też: Przez 40 lat pracował na roli. Taką emeryturę wypłaca mu KRUS
Za brak zezwolenia kara od 1 tys. do 1 mln zł. Rolnicy chcą zmiany prawa
Największe emocje wzbudzają możliwe konsekwencje finansowe. Ustawa o odpadach przewiduje za zbieranie lub przetwarzanie odpadów bez wymaganego zezwolenia administracyjną karę pieniężną od 1000 zł do nawet 1 mln zł.
Milion złotych jest oczywiście górną granicą przewidzianą przez przepisy, a nie automatyczną sankcją za kilka opon położonych na folii. Przy ustalaniu konkretnej wysokości kary bierze się pod uwagę m.in. skalę naruszenia, ilość i rodzaj odpadów oraz okoliczności sprawy. Sam zakres możliwych sankcji pokazuje jednak, dlaczego temat budzi tak duże emocje w środowisku rolniczym.
Krajowa Rada Izb Rolniczych od dłuższego czasu zabiega o zmianę regulacji. Organizacje rolnicze chcą, aby wykorzystywanie zużytych opon do obciążania kiszonki można było traktować jako odzysk na potrzeby własne gospodarstwa, bez konieczności uzyskiwania pełnego zezwolenia na przetwarzanie odpadów.
W 2026 roku Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi informowało, że zna problem i prowadzi w tej sprawie rozmowy z Ministerstwem Klimatu i Środowiska. Resort rolnictwa również opowiada się za znalezieniem rozwiązania, które ograniczyłoby obowiązki administracyjne po stronie gospodarzy.
Na razie nie doszło jednak do zmiany przepisów. Oznacza to, że rolnicy nadal muszą liczyć się z obecnym statusem prawnym zużytych opon i związanymi z nim obowiązkami.
Dla branży nie jest to wyłącznie spór o pieniądze. Chodzi o rozwiązanie powszechnie stosowane w rolnictwie, które dla gospodarzy jest praktycznym sposobem ponownego wykorzystania trwałego materiału. Organizacje rolnicze chcą więc, aby prawo lepiej odzwierciedlało sposób, w jaki opony są faktycznie używane na gospodarstwach.
