W Europie zawrzało. Polska chce interwencji w sprawie umowy z Mercosur
Choć Bruksela ogłosiła sukces, w Strasburgu wrze, a na stole leży zapowiedź skierowania wniosku o opinię do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej oraz wniosek o wotum nieufności wobec Komisji Europejskiej. Pytanie, czy europejskim rolnikom uda się zatrzymać napływ taniej żywności z Ameryki Południowej, zanim Ursula von der Leyen sfinalizuje porozumienie.
- Brukselski sprint kontra demokratyczny opór
- Harmonogram, który może zmienić wszystko
- Klauzule ochronne czy „papierowy tygrys”?
Brukselski sprint kontra demokratyczny opór
Przez lata o umowie z krajami Mercosur – Brazylią, Argentyną, Paragwajem i Urugwajem – mówiło się w kuluarach jako o koniecznym złu lub wielkiej szansie dla przemysłu. Dziś nikt już nie bawi się w dyplomację. Po oficjalnej akceptacji porozumienia przez Unię Europejską, która nastąpiła 9 stycznia, proces ratyfikacji gwałtownie przyspieszył. Opór jednak nie wygasł, lecz przeniósł się na najwyższy szczebel polityczny.
Kluczowe pytanie brzmi: czy Komisja Europejska nie przekroczyła swoich uprawnień, forsując umowę mimo sprzeciwu pięciu państw członkowskich? Polska, Francja, Irlandia, Węgry oraz Austria tworzą dziś blok, który mówi stanowcze „stop”. Zarzuty są poważne: od niewłaściwego trybu procedowania, po zlekceważenie bezpieczeństwa żywnościowego kontynentu.
Harmonogram, który może zmienić wszystko
Najbliższe dni w Parlamencie Europejskim przypominają scenariusz politycznego thrillera, a europosłowie nie zamierzają bezczynnie przyglądać się działaniom przewodniczącej Komisji Europejskiej. Już w poniedziałek zaplanowano debatę nad wotum nieufności wobec organu wykonawczego Unii. W środę ma odbyć się głosowanie nad skierowaniem wniosku o opinię do TSUE, natomiast w czwartek izba zdecyduje o samym wotum nieufności wobec Komisji Europejskiej. Całość zbiega się z dokonanym w minioną sobotę, 17 stycznia, podpisaniem umowy w Paragwaju.
Polska delegacja, w tym posłowie z frakcji EKR, zapowiada twardą walkę o interesy wsi. Przeciwnicy porozumienia punktują, że Komisja wybrała ścieżkę na skróty, byle tylko zdążyć przed kolejnymi protestami rolników, które paraliżują europejskie stolice. Tu nie chodzi o polityczne gierki, ale o konkretną przyszłość unijnego rolnictwa.
Klauzule ochronne czy „papierowy tygrys”?
Największy niepokój budzi nieuczciwa konkurencja. Podczas gdy polski czy francuski rolnik musi spełniać wyśrubowane normy „Zielonego Ładu”, producenci z Ameryki Południowej działają na zupełnie innych zasadach. Tanie mięso oraz cukier mogą zalać nasz rynek, a obiecane przez Brukselę mechanizmy obronne są przez wielu ekspertów i rolników oceniane jako niewystarczające.
Oliwy do ognia dolał minister spraw zagranicznych Paragwaju. Jego sugestia, że unijne klauzule ochronne mogą nie być w pełni wiążące, wywołała w Strasburgu szok. Jeśli zabezpieczenia te istnieją tylko na papierze, to europejskie rolnictwo zostaje wystawione na strzał bez żadnej tarczy. Skierowanie sprawy do Trybunału Sprawiedliwości może zamrozić proces na długie miesiące, co dla wielu gospodarzy stanowi obecnie jedyną nadzieję na ochronę ich interesów.