Wystarczy niewłaściwa decyzja, chwila nieuwagi lub zwykły pech - wypadki w rolnictwie nie wybaczają błędów i nierzadko prowadzą do dramatycznych skutków. O rolniku, panu Sławku media pisały, gdy uległ potwornemu wypadkowi podczas pracy z prasą belującą - gdy chciał poprawić siatkę w maszynie, ta wciągnęła i zmiażdżyła jego ręce. Prawa ręka pana Sławka musiała zostać amputowana. Teraz trwa zaciekła walka o ratowanie drugiej kończyny - problem w tym, że rodzina rolnika nie ma środków finansowych, by zapewnić panu Sławkowi odpowiednie leczenie i zakup specjalistycznej protezy. Sekundy, które zmieniły życie w dramatPan Sławek ma 37 lat i prowadzi gospodarstwo rolne w Słupi w powiecie jędrzejowskim na terenie województwa świętokrzyskiego. Mężczyzna miał wiele planów dotyczących rozbudowy swojego gospodarstwa rolnego, a także wielki apetyt na życie - wszystko jednak legło w gruzach feralnego dnia, w którym rolnik uległ wypadkowi podczas korzystania z prasy belującej. Co dokładnie miało miejsce na polu? Historia jest krótka - pan Sławek chciał poprawić siatkę w pracującej maszynie, a ta błyskawicznie wciągnęła jego ręce. Mężczyzna został zabrany przez zespół ratownictwa medycznego do szpitala, gdzie trwała zaciekła walka o jego kończyny. Niestety, jedna z nich musiała zostać poddana amputacji, druga ma poważny uraz zmiażdżeniowy.
W ostatnich dniach białostocka Prokuratura Okręgowa postawiła cztery zarzuty dotyczące trucia zwierząt urzędnikowi, który pełni obecnie funkcję wicestarosty siemiatyckiego z ramienia PSL. Drugą osobą, która usłyszała prokuratorskie zarzuty w tej kwestii jest policjant pracujący w Grodzisku. Kontrowersyjna sprawa dotyczy uśmiercania zwierząt (w tym chronionych) za pomocą toksycznego środka ukrytego w kawałkach mięsa. Zarzuty prokuratorskie dla wicestarosty i policjantaNad wicestarostą siemiatyckim i funkcjonariuszem policji z posterunku w Grodzisku zawisły czarne chmury. Prokuratura Okręgowa w Białymstoku poinformowała, że obydwaj mężczyźni usłyszeli zarzuty związane z masowym truciem zwierząt w okolicy. Już w zeszłym roku w rejonach Drohiczyna - zazwyczaj na polach i łąkach - coraz częściej pojawiały się martwe zwierzęta, wśród których były m.in. psy, koty, lisy, ptaki, a nawet wilk. Ustalono, że wszystkie osobniki padły ofiarą spożycia toksycznego karbofuranu ukrytego w pożywieniu. Proceder trwał kilka lat. Jak poinformowała białostocka prokuratura, wicestarosta z ramienia PSL usłyszał zarzut podżegania do przestępstwa. Dwa kolejne zarzuty są związane z niedopełnieniem przez niego obowiązków, tj. nieujawnianiem padłych i rannych zwierząt chronionych z okolicy. Kolejny zarzut przeciwko staroście dotyczy momentu, kiedy pracował w Drohiczynie. Podejrzewa się, że mężczyzna składał wtedy fałszywe zeznania i celowo utrudniał prowadzenie postępowania karnego. Warto dodać, że wicestarosta siemiatycki zajmuje się również myślistwem.
Już jutro, 5 sierpnia 2021 roku, przypada dziesiąta rocznica śmierci lidera Samoobrony - Andrzeja Leppera. Rolnik był jedną z najbardziej charyzmatycznych postaci sceny politycznej po roku 1989. Na początku sierpnia 2011 roku Polskę obiegła niespodziewana i tragiczna wiadomość - Andrzej Lepper odebrał sobie życie. Andrzej Lepper - rolnik i politykAndrzej Lepper miał zarówno wielu zagorzałych zwolenników, jak i przeciwników, lecz jedno jest pewne - charakterystyczny działacz społeczny walczący o polską wieś nie pozostawiał nikogo obojętnym. Urodzony 13 czerwca 1954 roku w Stowęcinie, od samego początku swoje życie związał z zawodem rolnika. Nie każdy wie, że od 1980 roku był właścicielem gospodarstwa w Zielnowie - to właśnie tam od lat 90. hodował strusie i bizony. Życie w krótkim czasie uświadomiło Andrzejowi Lepperowi, że rzeczywistość na polskiej wsi wymaga zdecydowanych zmian. Z tego względu rolnik zdecydował się wejść na ścieżkę kariery politycznej, zakładając partię o nazwie Samoobrona Rzeczypospolitej Polskiej.
Dyskusje na temat funkcji Rzecznika Praw Obywatelskich zainspirowały część polityków do wszczęcia dyskusji na temat powołania specjalnego urzędu, dzięki któremu prawa zwierząt byłyby jeszcze lepiej respektowane. Lewica proponuje funkcję Rzecznika Ochrony (lub Praw) Zwierząt, lecz istnieją obawy, że jego kompetencje mogłyby nakładać się na obowiązki m.in. Inspekcji Weterynaryjnej. Choć pomysł jest na razie projektem poselskim, to Prawo i Sprawiedliwość zdaje się częściowo otwierać furtkę na wcielenie idei w życie. Rozmowy na temat funkcji Rzecznika Ochrony ZwierzątRolnicy hodujący zwierzęta bez wątpienia starają się o jak najlepszy dobrostan swoich podopiecznych. Mimo to zapisy tzw. piątki dla zwierząt z ubiegłego roku pozostawiły u wielu producentów żywności spory niepokój. Tzw. piątka dla zwierząt - póki co - leżakuje w rządowej zamrażarce, ale starania polityków o lepsze jutro dla zwierząt nie ustają. Jednym z pomysłów na lepszą ochronę dwu- i czworonożnych podopiecznych miałoby być powołanie funkcji Rzecznika Praw Zwierząt. Autorem projektu są posłowie Lewicy, którzy wyjaśniają, że funkcja Rzecznika Praw Zwierząt byłaby analogiczna wobec Rzecznika Praw Obywatelskich, a roczny budżet na ten cel miałby wynieść 5 mln złotych.
Po serii niebezpiecznych zjawisk pogodowych, które przetoczyły się nad Polską w ostatnim czasie, kolejne dni i noce nie będą najprawdopodobniej należały do spokojnych. Jak przekazało Rządowe Centrum Bezpieczeństwa, do mieszkańców ośmiu województw przesłano SMS-y z informacją o tym, że w nocy z 28 na 29 lipca 2021 roku wystąpić mogą gwałtowne burze i nawalne deszcze. Wedle informacji przekazanych za pośrednictwem alertu RCB wiemy, że nawałnic i gradu mogą spodziewać się mieszkańcy województw: świętokrzyskiego, kujawsko-pomorskiego, mazowieckiego, śląskiego, małopolskiego, łódzkiego, lubelskiego i podkarpackiego. Alert RCB dla mieszkańców ośmiu województwLato jest w pełnym rozkwicie, a w tym samym czasie trwają wakacje i intensywny czas żniw. Rolnicy nie mogą jednak liczyć na spokój ze strony zjawisk pogodowych - najnowszy alert RCB ostrzega przed niebezpieczną aurą na terenie ośmiu województw. Gwałtowne burze, ulewne deszcze, porywisty wiatr, a nawet opady gradu z dużym prawdopodobieństwem wystąpią na terenie następujących województw: świętokrzyskiego, kujawsko-pomorskiego, mazowieckiego, śląskiego, małopolskiego, łódzkiego, lubelskiego i podkarpackiego. Na twitterowym profilu Rządowego Centrum Bezpieczeństwa możemy przeczytać zalecenia dotyczące tego, w jaki sposób odpowiednio przetrwać czas nawałnic. Ważne jest, by podczas burzy czy ulewnego deszczu pozostać w bezpiecznym schronieniu i nie wychodzić na zewnątrz. Zawczasu warto również pomyśleć o odpowiednim zabezpieczeniu przedmiotów na podwórkach, obejściach i balkonach, które mogą zostać porwane przez wiatr i wywołać dodatkowe szkody. Dodatkowo należy przygotować się na okresowy brak energii elektrycznej, a co za tym idzie - również internetu.
W ostatnich latach koszty produkcji rolnej systematycznie rosną - tego samego nie da się jednak powiedzieć o stawkach proponowanych za warzywa, owoce i pozostałą żywność produkowaną przez rolników. GUS opublikował dane, z których wynika, że w 2020 roku średnie miesięczne wynagrodzenie rolnika wyniosło 5,7 tysięcy złotych brutto. Choć kwota jest wyższa od średniej krajowej, to chętnych do pracy w rolnictwie jest z każdym sezonem coraz mniej. Pieniądze, które nie dają rolnikom poczucia bezpieczeństwaWynagrodzenie za pracę jest tematem drażliwym dla wielu osób - głównie ze względu na poczucie niesprawiedliwości wobec odgórnych mechanizmów rynkowych. Rolnicy znajdują się obecnie w trudnej sytuacji ekonomicznej, w której hurtowe ceny za produkty rolno-spożywcze często nie dają szansy na godny zarobek. Dane Głównego Urzędu Statystycznego z roku 2020 dokładają kolejną cegiełkę do zrozumienia złożonej sytuacji finansowej grupy społecznej, jaką są rolnicy: okazuje się bowiem, że średnie miesięczne wynagrodzenie rolnika w ubiegłym roku wyniosło 5,7 tysięcy złotych brutto. Choć jest to o 550 złotych więcej od średniej krajowej i 2,1% więcej niż w 2019 roku, to zarobki w rolnictwie satysfakcjonują coraz mniejszą liczbę osób - stąd ogromny odpływ pracowników z tej branży. Jak podaje GUS, w 2020 roku w rolnictwie pracowało 81,3 tysiące osób. Oznacza to, że w stosunku do poprzedniego roku było to o 2,7% mniej pracowników.
Rosnące stawki za tonę pszenicy niestety nie niosą samych pozytywnych informacji dla rolników - okazuje się bowiem, że ogłoszona przez GUS wyższa cena tego rodzaju zboża i zmiany stawek skupu w I półroczu 2021 roku sprawią, że ceny dzierżawy państwowych gruntów rolnych będą wyższe. Komunikat Głównego Urzędu Statystycznego podaje, że średnia cena pszenicy, jaka ukształtowała się na przestrzeni pierwszych sześciu miesięcy bieżącego roku to 93,04 zł/dt. Droższa pszenica, droższa dzierżawaW ostatnich miesiącach koszty produkcji rolnej w nieubłagany sposób rosną i niewiele wskazuje na to, by ten trend miał się w najbliższym czasie odwrócić. W najnowszym komunikacie Głównego Urzędu Statystycznego czytamy, iż cena pszenicy w pierwszym półroczu 2021 roku osiągnęła pułap 93,04 zł/dt. Jest to spora zmiana w porównaniu do drugiego półrocza 2020 roku, kiedy to pszenica wyceniana była na 74,21/dt. Wymienione dane oznaczają jedno: koszty dzierżawy gruntów należących do państwa wkrótce staną się wyższe - są bowiem skorelowane ze stawkami skupu podstawowych produktów rolnych.
- Rząd Prawo i Sprawiedliwość zrobi wszystko, żeby polskie rolnictwo dominowało w Europie - zapowiedział dziś w mediach społecznościowych premier Mateusz Morawiecki, przypominając, że Polski Ład przynieść ma wiele "propozycji dla polskiej wsi". I to nie wszystko, czym dziś przed południem podzielił się premier. Mateusz Morawiecki podkreślił, jak bardzo dumny jest z polskiego rolnictwa. - Ponad 2/3 Polaków, kupując żywność, sprawdza, czy to żywność polska. Jak jest polska, to znaczy, że jest najzdrowsza i najsmaczniejsza. Jesteśmy dumni z rodzimego rolnictwa i dlatego Polski Ład ma wiele propozycji dla polskiej wsi - moża przeczytać w mediach społecznościowych Mateusza Morawieckiego.
- Prawo i Sprawiedliwość zapowiadało odbudowę polskich marek, wsparcie dla przemysłu, dla przemysłu rolno-spożywczego, rolno-przetwórczego, a dowiadujemy się, że 12 lipca sąd w Warszawie ogłosił upadłość Ursusa - mówił podczas wczorajszej konferencji prasowej poseł Stefan Krajewski. W ostatnich dniach media obiegła wiadomość, że jeden z warszawskich sądów odrzucił wniosek o otwarcie postępowania sanacyjnego spółki Ursus. Podczas środowej konferencji prasowej w Sejmie, głos w sprawie upadłości Ursusa zabrali politycy PSL. - Dzisiaj nie ma wsparcia rządu. Wszyscy schowali głowę w piasek i udają, że problemu nie ma - mówił Krajewski.
Rosnące ceny żywności w handlu detalicznym widoczne są gołym okiem. Prognozy Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej wskazują, że w drugiej połowie bieżącego roku ceny detaliczne mięsa będą dalej wzrastać. Niestety, nie oznacza to wcale, że do kieszeni rolników trafi więcej pieniędzy. Co ciekawe, ERiGŻ przewiduje, że w 2021 roku zmniejszy się spożycie mięsa w przeliczeniu na jednego mieszkańca Polski, osiągając pułap 79 kilogramów. Ceny detaliczne wzrosną, ale rolnicy na tym nie skorzystająZa postępujący wzrost cen w sklepach spożywczych odpowiedzialna jest m.in. inflacja, wzrosty kosztów produkcji żywności, a także droższa benzyna. Choć konsumenci zostawiają coraz więcej pieniędzy w sklepach, to na wyższych cenach produktów detalicznych rolnicy niestety w żaden sposób nie korzystają. Producenci żywności nie kryją swojego rozżalenia i otwarcie przyznają, że cały zysk z produkcji otrzymują pośrednicy. Podczas jednej z dyskusji w mediach społecznościowych na temat cen internautka stwierdziła: >Inna osoba, komentując sprawę na jednej z popularnych stron o tematyce biznesowej, stwierdziła gorzko: >Szczegóły prognozy Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej Jak podaje money.pl, na przestrzeni ostatnich lat zauważalny jest w Polsce spadek produkcji mięsa czerwonego. Źródłem opisywanej sytuacji jest z pewnością coraz mniejsza opłacalność prowadzenia hodowli zwierząt, a także dodatkowe problemy, wśród których jest afrykański pomór świń.Odnosząc się do sytuacji na rynku detalicznym, zgodnie z danymi przekazanymi przez IERiGŻ w kwietniu 2021 roku uśrednione ceny mięsa (i wszelkich innych wyrobów mięsnych) były droższe o 4,2% wobec cen z grudnia 2020 roku. Największy wzrost cenowy obserwowalny jest w przypadku drobiu - wyniósł on aż 17,4%. W handlu detalicznym wieprzowina podrożała o 5,2%, a wołowina o 2,5%. Najmniejszy wzrost wartości rynkowej klienci odczuli w przypadku podrobów, których cena wzrosła o 2%. Poza rosnącymi cenami za wspomniane produkty, w polskim społeczeństwie zaczyna się obserwować nieco mniejsze spożycie mięsa. Czy oznacza to, że rolnicy hodujący zwierzęta znajdą się wkrótce w jeszcze trudniejszej sytuacji niż dotychczas? W wielości danych i nieprzewidywalności rynku trudno znaleźć jednoznaczną odpowiedź na to pytanie - miejmy jednak nadzieję, że bez względu na sytuację rolnikom uda się utrzymać swoje gospodarstwa w dobrej kondycji finansowej. Artykuły polecane przez redakcję RolnikInfo:Rolnik przyłapany na gorącym uczynku. Nielegalnie zakopał tysiące ptakówW bunkrze grzybiarze znaleźli jelonka. Strażacy ruszyli na ratunekKoszmarne zniszczenia na polach. Agrounia: "Rolnicy nie mogli się ubezpieczać"Jeżeli chcesz podzielić się informacjami dotyczącymi zdarzenia, które związane są z rolnictwem lub Twoim gospodarstwem, koniecznie napisz do nas na adres redakcja@rolnikinfo.plŹródło: Facebook, money.pl
Gospodarstwa rolne muszą nieustannie się rozwijać, by w efektywny sposób produkować żywność i dawać zyski rolnikom. Nieodzownym elementem inwestycji jest bez wątpienia kupowanie maszyn. Na wieść o tym, że w porównaniu do ubiegłego roku w czerwcu 2021 roku rolnicy kupili o 38% nowych ciągników więcej, część internautów drwiąco skomentowała sytuację finansową producentów żywności. Jeden z internautów napisał gorzko o rolnikach: - A tak narzekają jak im ciężko. Rolnicy chcą rozwijać swoje gospodarstwaW ostatnim czasie w mediach pojawiły się podsumowania dotyczące liczby zarejestrowanych nowych ciągników w czerwcu 2021 roku. W ubiegłym miesiącu polscy rolnicy kupili 1269 nowych ciągników - było to aż o 38% więcej w porównaniu do czerwca 2020 roku. Fakt ten nie spodobał się części komentatorów, którzy wytknęli rolnikom, że kreowany przez nich obraz wsi kłóci się z rzeczywistością: >Inni internauci również pokusili się o krytykę rolników, mówiąc: >>Rolnikom zdecydowanie nie spodobały się słowa krytyków - zarzucili im zazdrość i zawiść, a także brak zrozumienia dla zróżnicowanej sytuacji rolników w Polsce.
Współczesny świat i jego problemy wciąż się zmieniają, co wymusza na prawodawcach systematyczne uzupełnianie przepisów o nowe paragrafy. Jak podaje m.in. euractiv.com, grupa dwunastu prawników z różnych państw na świecie przygotowała definicję pojęcia ekobójstwo, które miałoby być wyznacznikiem nowego rodzaju przestępstwa przeciwko ludzkości, jakim jest świadome niszczenie środowiska. Sprawa jest dyskutowana na całym świecie. Czy nowe nowe kary miałyby dotknąć zarówno osoby fizyczne (w tym rolników), czy tylko wielkie podmioty państwowe? Jednoznacznej odpowiedzi jeszcze nie ma, ale większa dbałość o środowisko z pewnością przyczyniłaby się do zabezpieczenia przyszłości rolnictwa na świecie. Nadchodzą kary za ekobójstwo? Współczesny świat coraz bardziej uświadamia sobie palącą potrzebę większej dbałości o środowisko - chociaż ogromnej części zniszczeń nie da się cofnąć, to zawsze warto podejmować kroki, które spowolnią nadejście katastrofy klimatycznej w przyszłości. Jednym ze sposobów ochrony środowiska jest tworzenie nowych zapisów prawnych. Jak podaje m.in. portal euractiv.com, dwunastu prawników z różnych państw skonstruowało definicję ekobójstwa - czyli lekkomyślnego niszczenia środowiska naturalnego ze świadomością jego poważnych skutków. Za ekobójstwo miałyby być karane zatem podmioty odpowiedzialne za wymieranie chronionych gatunków zwierząt, wycieki ropy naftowej, a także awarie elektrowni jądrowych. Czy kary za ekobójstwo dotkną również rolników, którzy opryskami zabijają pszczoły lub przyczyniają się do eutrofizacji wód poprzez nawożenie gruntów w momencie, gdy ziemia jest zmarznięta? Pytania pozostają bez jednoznacznej odpowiedzi, a sama idea ekobójstwa jest nadal szeroko dyskutowana przez polityków i aktywistów.
W ostatnich tygodniach pogoda nie sprzyja spokojnej uprawie ziemi - nie brakuje gwałtownych zjawisk atmosferycznych takich jak burze, grad i nawalne deszcze. Jednocześnie w wielu rejonach Polski zauważa się pogłębiającą suszę. Jak przekazują synoptycy IMGW, sytuacja w drugiej części tygodnia nie poprawi się - na środę (07.07) wydano ostrzeżenie drugiego stopnia przed upałami. Pod względem hydrologicznym IMGW zapowiada suszę, która dotknie zwłaszcza zachodnie tereny naszego kraju. Sucho i niezwykle gorącoSłońce i wyższa temperatura są czynnikami niezbędnymi do prawidłowego wzrostu roślin. Każdy rolnik zdaje sobie jednak sprawę, że przy uprawie rolnej wszelkie skrajności pogodowe są bardzo niewskazane. Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej nie ma niestety zbyt dobrych wiadomości dla rolników: w drugiej części bieżącego tygodnia będziemy mieli do czynienia z bardzo wysokimi temperaturami i suszą hydrologiczną. Ostrzeżenia drugiego stopnia przed upałami IMGW wydało dla północno wschodniej, centralnej, południowej, południowo wschodniej i południowo zachodniej części Polski. Będą one obowiązywały od środy (07.07) do piątku (09.07).
- Mamy wrażenie, że nie tylko PiS w zeszłym roku "piątką przeciwko rolnikom" próbował zniszczyć polskie rolnictwo, ale dzisiaj robi to także Unia Europejska wraz z pseudoekologami - mówił wczoraj podczas konferencji prasowej Michał Urbaniak poseł Konfederacji. Michał Urbaniak poseł Konfederacji przypomniał, że w ostatnich dniach Komisja Europejska dała zielone światło dla wprowadzenia zakazu chowu klatkowego, o czym więcej można przeczytać >tutaj<.- Moim zdaniem jest to skandal, by wpisywać się w ideologię takiego antyhumanizmu i zrównywania zwierząt z człowiekiem - zaznaczył Urbaniak. Zdaniem posła należy mieć na uwadze, że wprowadzanie jakichkolwiek ograniczeń, będzie się wiązać z przenoszeniem hodowli do krajów poza UE (gdzie należy się liczyć z niższym dobrostanem).
Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi odpowiedziało na interpelację poselską w sprawie zapowiedzi nowego kodeksu rolnego. Co znajdzie się w zapowiadanym dokumencie?Jeszcze na początku czerwca bieżącego roku posłowie Stefan Krajewski i Zbigniew Ziejewski zwrócili się do ministra rolnictwa i rozwoju wsi, Grzegorza Pudy w związku z nowym kodeksem rolnym, który jest jedną z głównych zapowiedzi rządu, dotyczących zmian w rolnictwie, jakie wejdą wraz z Polskim Ładem. - Wielu właścicieli gospodarstw z niepokojem oczekuje na konkretne rozwiązania, które kodeks ten wprowadzi. Poczucie niepewności bez wątpienia nie wpływa pozytywnie na planowanie rozwoju polskich gospodarstw - wskazywał Stefan Krajewski w piśmie do MRiRW.
Komisja Europejska dała zielone światło dla wprowadzenia zakazu chowu klatkowego, popierający tym samym Inicjatywę Obywatelską „Koniec Epoki Klatkowej”. Jak wskazano, klatki z Unii Europejskiej miałby zostać wycofane do 2027 roku.Do 2023 roku w sprawie ma zostać przygotowany wniosek ustawodawczy. Kwestia zakazu zostanie rozważona przez KE w kontekście społeczno-ekonomicznych i środowiskowych skutków. Jak zapowiedziano, już na początku przyszłego roku rozpocząć się mają konsultacje publiczne.
Spory sąsiedzkie na wsiach obrosły już niejedną legendą, a ich przykład został uwieczniony m.in. w postaci komicznego konfliktu bohaterów filmu Sami swoi - Kargula i Pawlaka. Jak się okazuje, lata mijają, a ludzka mentalność pozostaje taka sama - dowodem na to stwierdzenie jest historia naszego czytelnika, którego życie skutecznie utrudnia wiecznie niezadowolona sąsiadka. Jak stwierdził czytelnik (proszący o anonimowość), wraz z ojcem chętnie pomaga lokalnej społeczności, m.in. poprzez odśnieżanie drogi czy łatanie dziur. Niestety, za każdym razem sąsiadka wszczyna konflikt i dzwoni po policję. Raban o odśnieżanie Bywają sąsiedztwa, w których niemal zawsze trwa sielanka; bywają jednak i takie wsie, gdzie najmniejsze choćby odstępstwo od codziennej rutyny kończy się przyjazdem policji. Jeden z naszych czytelników, rozgoryczony zachowaniem sąsiadki, jeden z przykładów wiecznie żywego konfliktu opisał następująco: - W moim powiecie duża liczba ludzi z mojej wsi pracuje w dwóch dużych zakładach, w których zmiana zaczyna się o 6:00 rano. Gdy mój tata pewnego dnia wyjechał o godzinie 4:00 rano, aby ułatwić ludziom dojazd do pracy, pewna miła sąsiadka postanowiła straszyć nas policją oraz dzwonić do gminy tylko dlatego, że odśnieżamy drogę publiczną i zakłócamy ciszę nocną. Jak się okazuje, przytoczony przykład nie był jedyną sytuacją, w której sąsiedzi weszli na wojenną ścieżkę.
We wtorek 29 czerwca 2021 roku strażacy z Ochotniczej Straży Pożarnej w Świerczu poinformowali o dramatycznej sytuacji, do której zostali zadysponowani: w jednym z gospodarstw rolnych byk zaatakował mężczyznę. Obrażenia ciała poszkodowanego okazały się być na tyle poważne, że został on przewieziony do szpitala. Byk zaatakował człowiekaByki są dużymi zwierzętami, których zachowania potrafią być niekiedy bardzo nieprzewidywalne. W połączeniu z ich wielkością i siłą każda oznaka agresji może skończyć się tragicznie dla tego, kto przebywa w pobliżu zwierzęcia. Dobitnym dowodem na to, że byki nie należą do łagodnych mieszkańców gospodarstw rolnych, jest sytuacja, która rozegrała się w Kosiorowie, w powiecie pułtuskim, na terenie województwa mazowieckiego. Z dostępnych informacji wiadomo, że mężczyzna zbliżył się do byka, a zwierzę zareagowało w agresywny sposób i zaatakowało. Wiadomości medialne nie precyzują jednak, czy poszkodowany był właścicielem zwierzęcia. Sprawa została opisana na facebookowym profilu OSP Świercze, skąd wiemy, że do niebezpiecznego zdarzenia doszło około godziny 9:00 we wtorek 29 czerwca.
Na profilu Kancelarii Prezydenta na Twitterze pojawił się krótki film dokumentujący m.in. wizytę prezydenta Andrzeja Dudy u rolników na Lubelszczyźnie, których sady i gospodarstwa zostały zniszczone przez grad. Spotkanie zorganizowano na wyraźną prośbę rolników. Prezydent Andrzej Duda obiecał gospodarzom, że w kwestii ubezpieczeń jeszcze w bieżącym tygodniu spotka się z ministrem rolnictwa Grzegorzem Pudą. Wizyta prezydenta w zniszczonych gospodarstwachOstatnie tygodnie nie były dla rolników łatwe - niszczycielska pogoda doprowadziła do ogromnych strat, nie oszczędzając przy tym często również budynków i maszyn. Na twitterowym profilu Kancelarii Prezydenta możemy zobaczyć krótki spot dokumentujący podróż Andrzeja Dudy na Lubelszczyznę. Poza zaplanowaną wizytą z rolnikami, polityk zobaczył się także z osobami zaangażowanymi w akcję ratunkową podczas ostatnich podtopień w Chrzanowie.Prezydent na koniec dnia dotarł do gminy Wilków, która w szczególny sposób została dotknięta przez nawałnice i opady gradu. W Wólce Polanowskiej Andrzej Duda zobaczył nie tylko zniszczone sady, ale też plantację chmielu, która ucierpiała w wyniku gwałtownej pogody.
Wypadki z udziałem maszyn rolniczych nie są rzadkością. Jak informuje portal Echodnia.eu, do niebezpiecznej sytuacji doszło we wsi Natolin w powiecie radomskim. Mężczyzna koszący trawę ciągnikiem w pewnym momencie osunął się i znalazł pod maszyną. Na szczęście sytuację zauważyli mężczyźni pracujący na budowie w sąsiedztwie, toteż poszkodowanemu szybko udzielono pomocy. Groźna sytuacja podczas koszenia trawyDo niebezpiecznej sytuacji doszło we wtorek 29 czerwca 2021 roku podczas koszenia trawy w gospodarstwie we wsi Natolin w powiecie radomskim. Jak przekazuje portal echodnia.eu, 67-letni mężczyzna, który kosił trawę ciągnikiem, w pewnym momencie zsunął się z maszyny i upadł na ziemię. Nieopodal miejsca zdarzenia pracowali w tym samym czasie robotnicy na budowie - to właśnie dzięki ich spostrzegawczości w porę zostały wezwane służby ratunkowe.
Komenda Powiatowa Państwowej Straży Pożarnej w Grajewie za pośrednictwem swojej oficjalnej strony internetowej poinformowała o niepokojącym zdarzeniu drogowym, które miało miejsce w ostatnich dniach na trasie Grajewo-Szczuczyn. Kierowca ciągnika siodłowego przewoził w naczepie 24 tony nawozów - w pewnym momencie stracił jednak panowanie nad pojazdem, uderzył w drzewo i wjechał w pole kukurydzy. Pojazd z nawozami wjechał w dobytek rolnikaPrzykre zdarzenie zostało opisane przez druhów Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Grajewie. Z informacji wiemy, że do wypadku doszło w miniony piątek 25 czerwca 2021 roku. W momencie niebezpiecznego zdarzenia ciągnik siodłowy marki Scania znajdował się na drodze krajowej numer 61 w okolicy Popowa w gminie Grajewo na terenie województwa mazowieckiego. Jak podają grajewscy strażacy, około godziny 17:30 dyżurny otrzymał zgłoszenie o wypadku - opisywany ciągnik siodłowy uderzył w drzewo i wjechał w pole kukurydzy.
W ostatnim czasie przez Polskę przetoczyła się fala niebezpiecznych zjawisk pogodowych, wśród których nie brakowało gwałtownych burz, ulewnego deszczu i gradu. Wszystko to doprowadziło do znacznych zniszczeń w rolnictwie, o czym informowali rolnicy m.in. za pośrednictwem internetu. Jak się okazuje, w takiej sytuacji nie wszyscy współczują rolnikom - niektórzy internauci piszą wprost, że gospodarze powinni się byli wcześniej ubezpieczyć i dbać o przyszłość swoich upraw z wyprzedzeniem. Miażdżąca krytyka wobec rolnikówNie jest tajemnicą, że wielu rolników nie ubezpiecza swoich zwierząt i upraw przed nieprzewidzianymi sytuacjami ze względu na problemy finansowe. Problem jest jednak wielowymiarowy i ma wiele źródeł, ale wskazuje się, że część odpowiedzialności ponosi tutaj źle skonstruowany system ubezpieczeń w rolnictwie. Nie zmienia to jednak faktu, że susze, gradobicia i ulewne deszcze przychodzą niezależnie od tego, czy gospodarstwo jest ubezpieczone czy nie. Efekty gwałtownych zjawisk pogodowych są opłakane i doprowadzają poszkodowanych rolników na skraj rozpaczy. Nieubezpieczeni rolnicy, których uprawy zostały doszczętnie zniszczone, czują się pozostawieni na pastwę losu przez rząd i premiera Mateusza Morawieckiego, o czym pisaliśmy w tekście "Żadnej pomocy znikąd". Rolnicy pozostawieni sami sobie po gradobiciu. Są jednak osoby, które otwarcie krytykują rolników za to, że nie ubezpieczyli swoich gospodarstw, a po niekorzystnych zjawiskach pogodowych oczekują pomocy państwa. Niektórzy z internautów wyrazili swoje zdanie bez ogródek, zwracając się do rolników w następujący sposób: >>
Choć każdy (teoretycznie) wie, że wyrzucanie odpadów w miejscach do tego nieprzeznaczonych jest nagannym zachowaniem, to w Polsce nie brakuje osób, które notorycznie pozostawiają po sobie niechlubne niespodzianki w lasach i na terenach wiejskich. Tarnowska policja poinformowała, że w ostatnim czasie zatrzymała mężczyznę, który w kwietniu tego roku na łąkę rolnika wywiózł stertę śmieci. Jak się okazało, wśród odpadów znajdowało się zdjęcie rentgenowskie, dzięki czemu funkcjonariusze bez problemu namierzyli śmieciarza. Śmieciarz zostawił "wizytówkę"Sterty śmieci w lasach i na terenach wiejskich w Polsce nie są niestety rzadkim widokiem - o rozsądek i przyzwoitość w tej kwestii apelują nie tylko leśnicy, ale też przyrodnicy i rolnicy. Pomimo kar finansowych, jakie grożą śmieciarzom, w różnych miejscach można często znaleźć odpady w postaci starych opon, farb, gruzu i śmieci pochodzących z gospodarstw domowych. Tarnowscy policjanci poinformowali na swojej oficjalnej stronie internetowej o zatrzymaniu 24-letniego mężczyzny, który wiosną bieżącego roku wywiózł śmieci na łąkę należącą do rolnika. Jak podają funkcjonariusze, mieszkaniec Skrzyszowa porządkował poddasze swojego domu, a śmieci - zamiast wywieźć do odpowiedniego miejsca - zostawił na cudzej posesji. Mężczyzna nie wiedział jednak, że wśród odpadów pozostawił po sobie wyjątkową "wizytówkę", jaką było stare zdjęcie rentgenowskie.
Prace sezonowe w rolnictwie są teraz w rozkwicie, a na chętnych pracowników czekają do zebrania owoce i warzywa. Niestety, rolnicy mierzą się z ogromnym problemem, jakim jest brak rąk do pracy. W obecnym sezonie za zbiór kilograma truskawek można zarobić od 3 do 4 złotych, a w przeliczeniu na czas pracy - około 200 złotych dziennie. Stawki te zdają się jednak nie robić na nikim wrażenia.Czy brak chętnych do zbierania owoców oznacza, że rolnicy oferują zbyt małe wynagrodzenie za wykonaną pracę? A może istnieją inne sezonowe zajęcia, które bardziej kuszą potencjalnych pracowników? Problem na rynku pracy sezonowejPóźna wiosna to czas zbioru wielu owoców, wśród których ogromną popularnością cieszą się m.in. truskawki. Czy jednak przyszłość owocowego biznesu ma szansę przetrwać głęboki kryzys związany z brakiem chętnych osób do zbierania plonów z pól? Choć może wydawać się to nieprawdopodobne, rolnicy od pewnego czasu zmagają się z poważnym niedoborem rąk do pracy. Warto dodać, że w bieżącym sezonie na rynku prac sezonowych rolnicy mają sporą konkurencję zwłaszcza w sektorze budowlanym i transportowym, które ożywiły się po miesiącach przymusowego lockdownu. Jedną z najważniejszych kwestii w przypadku pracy sezonowej są zarobki - przy zbiorze owoców można obecnie zarobić od 2,5 do 5 tysięcy złotych netto miesięcznie. Wszystko jednak zależy od sposobu rozliczania z rolnikiem, tj. od tego, czy owoce zbierane są w systemie godzinowym, czy też na kilogramy. Jak podaje Rzeczpospolita, w Polsce pracownicy sezonowi mogą obecnie liczyć na 3-4 złote za kilogram zebranych owoców. W przeliczeniu na godziny będzie to około 200 złotych za dzień pracy. Warto dodać, że przed czasami COVID-19 stawki oferowane przez rolników były o połowę mniejsze. Mimo to teraz, z lepszymi ofertami wynagrodzenia, pracowników na polach i w sadach jest jak na lekarstwo. Być może część osób chętnych do prac sezonowych wyjeżdża za zachodnią granicę - zarobić tam można więcej, bo od 1,5 do 3 tysięcy euro.
Do dramatycznej sytuacji doszło w gminie wiejskiej Mińsk Mazowiecki: w piątek 11 czerwca około północy w miejscowości Arynów samochód uderzył w łosia. Przytomne zwierzę leżało wśród pokruszonego szkła, z otwartymi złamaniami kończyn. W sprawie rannego łosia interweniowało Pogotowie dla Zwierząt, które wskazało, że "nikt w gminach nie poczuwa się do pomocy zwierzętom", zwłaszcza w nietypowych godzinach. Pomocy odmówił również gminny lekarz weterynarii twierdząc, że za swoją pracę nie otrzyma od urzędników zapłaty. Finalnie łoś musiał zostać przewieziony z miejsca wypadku do uśpienia. Tragedia łosiaNa facebookowym profilu Pogotowia dla Zwierząt pojawił się dramatyczny wpis: w piątek 11 czerwca 2021 roku na drodze krajowej numer 50 w Arynowie na terenie wiejskiej gminy Mińsk Mazowiecki doszło do zderzenia łosia i samochodu. W wyniku wypadku zwierzę ucierpiało w szczególny sposób - łoś doznał dotkliwych obrażeń przednich kończyn, a także otwartych złamań tylnych. Warto podkreślić, że był przez cały czas przytomny i nie mogąc się ruszyć, leżał w rowie w odłamkach szkła. Nie trzeba dodawać, że poranione zwierzę było niezwykle wystraszone. Jak relacjonuje Pogotowie dla Zwierząt na Facebooku, najpierw na miejscu pojawiła się policja, która jednak nie mogła dodzwonić się do urzędników gminy Mińsk Mazowiecki w celu uzyskania pomocy dla dużego ssaka. Po godzinie 2 w nocy telefon odebrali działacze Pogotowia dla Zwierząt.
Na polskich drogach codziennie dochodzi do setek niebezpiecznych sytuacji, które coraz częściej dokumentowane są przez wszędobylskie kamery i aparaty fotograficzne. Na popularnym kanale Stop Cham na portalu YouTube.com w jednym z filmów pojawił się fragment przedstawiający beztroską jazdę pasażera na owijarce do bel. Fragment nagrania trwa krótko - mamy jednak nadzieję, że pasażer bezpiecznie dotarł do celu swej podróży. Pomysł solidnie rozbawił internautów - warto jednak pamiętać, że tego typu zabawa jest niebezpieczna i można otrzymać za nią grzywnę. Jechał na owijarce do belW filmie na kanale Stop Cham regularnie możemy oglądać ekscesy polskich kierowców, z których - bądźmy szczerzy - w znaczącej większości nie powinni być dumni. Zdarzają się jednak sytuacje, w których ludzka pomysłowość - pomimo ryzyka kontuzji - jest tak zaskakująca, że nietypowe nagrania szybko stają się hitami internetu. W filmie opublikowanym 7 czerwca 2021 roku, po czternastej minucie trwania wideo widzimy fragment z miejscowości Jednorożec, a w nim - owijarkę, na której jedzie anonimowy mężczyzna. Internauci w komentarzach pod filmem nie kryli swojego rozbawienia - widok osoby podróżującej w ten sposób jest rzeczywiście bardzo niecodzienny. Jeden z komentujących wskazał, że dodatkowy pasażer na owijarce wyglądał niczym Aladyn na latającym dywanie. >
Wedle informacji przekazanych przez portal agropolska.pl, właściciel gospodarstwa rolnego na Warmii postanowił pozwać państwo polskie za bezczynność w obliczu katastrofalnych zmian klimatycznych. Rolnik wskazuje, że niekorzystne zmiany w środowisku widzi w swoim najbliższym otoczeniu, a bierność rządu może doprowadzić do tego, że w przyszłości prowadzenie gospodarstwa nie będzie możliwe. Kryzys klimatyczny jest faktemKryzys klimatyczny jest faktem - kolejne dane na temat stanu środowiska przekazywane przez naukowców z całego świata nie dają ku temu żadnych wątpliwości. Choć zdarzają się osoby, które z uporem maniaka wskazują, że kryzys klimatyczny jest mitem, to również rolnicy potwierdzają, że niekorzystne zmiany w środowisku widać jak na dłoni. Portal agropolska.pl poinformował, że w ostatnim czasie pozwy za bezczynność państwa polskiego względem pogłębiającego się kryzysu klimatycznego wniosło pięć osób. Wśród pięciu osób, które będą dociekać sprawiedliwości przed obliczem Temidy, jest rolnik, który prowadzi ekologiczne gospodarstwo rolne na Warmii. Co dokładnie spowodowało, że zdecydował się na tak poważny krok?
Dyskusje internautów na grupach rolniczych w mediach społecznościowych precyzyjnie odzwierciedlają problemy, z jakimi mierzy się obecnie polska wieś. Pod ogłoszeniem z ofertą pracy związaną z dojeniem krów, swoje usługi zaproponowała młoda dziewczyna. Z pewnością jednak nie spodziewała się tak nietypowej reakcji ze strony innych mężczyzn w grupie społecznościowej. Internauci byli wyraźnie zdziwieni tym, że młoda kobieta ma pięcioletnie doświadczenie w dojeniu krów. Ze strony rolników słychać było również ubolewanie, że większość pań wyjeżdża ze wsi i rezygnuje z wiązania swojej przyszłości z rolnictwem. Zdziwienie męskiej części grupyNie od dziś wiadomo, że w rolnictwie aktywnie pracują zarówno mężczyźni, jak i kobiety. Rolnicy mówią konkretnie - zadania w gospodarstwie muszą być wykonane, a praca nie cierpi ociągania się i jakichkolwiek taryf ulgowych. Mimo to sam fakt, że do pracy w dużych gospodarstwach rolnych zgłaszają się młode kobiety, dziwi niekiedy samych rolników. Na jednej z popularnych grup w mediach społecznościowych pojawiło się ogłoszenie z ofertą pracy: >Na odpowiedzi ze strony zainteresowanych nie trzeba było długo czekać. Wśród chętnych do pracy znalazła się również młoda kobieta, która napisała: >Można powiedzieć, że internautka zdawała się być doskonałą osobą do podjęcia pracy w gospodarstwie. Co ciekawe, pod jej komentarzem pojawiła się zaskakująca wymiana zdań męskiej części grupy społecznościowej.